Sezon na kurki: Smażone kopytka z kurkami i dynią
Słodko: Bezglutenowe brownie z cukinią
Na jesienne chłody: Curry z kalafiora
Sezon na dynię: Dwukolorowe ravioli z dynią, soczewicą i tofu
Na przekąskę: Chrupki z ciecierzycy

Co tu dużo mówić - zupa krem z dyni to jesienny klasyk. Może występować sama lub z połączeniu z innymi warzywami, może być lekko słodkawa, z dodatkiem masła orzechowego, mleka kokosowego czy wanilii, ale świetnie smakuje także w wersji orientalnej, z dużą ilością kolendry i imbiru.

Jakkolwiek przyprawiona, dynia smakuje mi najbardziej w wersji pieczonej, dlatego przygotowanie każdego dania z dyni zaczynam od upieczenia jej. Ma to także wymiar praktyczny, bo zamiast walczyć z obieraniem i krojeniem twardego warzywa, łatwiej po prostu je zmiękczyć w wysokiej temperaturze.

Tym razem zdecydowałam się na dodatek mleka kokosowego oraz orientalnych przypraw. Całość dopełniają moje ulubione chrupki z ciecierzycy. Jeśli jeszcze nie próbowaliście takiej wersji zupy dyniowej, szczerze polecam.


Zupa krem z pieczonej dyni

Składniki:
1 niewielka dynia
1 cebula
2-centymetrowy kawałek imbiru
1/2 puszki mleka kokosowego
750 ml wywaru warzywnego lub wody
1 łyżeczka cynamonu
1/2 łyżeczki kuminu
1/2 łyżeczki mielonej kolendry
1/2 łyżeczki mielonego kminku
1/4 łyżeczki kurkumy
szczypta chili
sól
pieprz
oliwa

Dynię przekroić na ćwiartki, usunąć środek z pestkami. Każdą część nasmarować oliwą, posypać solą i pieprzem, ułożyć na blasze i piec do miękkości (około 40 minut) w piekarniku nagrzanym do 200 stopni.

Upieczoną dynię lekko przestudzić, obrać i pokroić na mniejsze kawałki.

Cebulę pokroić w kostkę, imbir obrać i zetrzeć na tarce.

W garnku rozgrzać 2 łyżki oliwy, dodać cebulę i imbir i krótko podsmażyć, mieszając. Dodać dynię, wlać wywar warzywny lub wodę oraz mleko kokosowe i zagotować.

Zdjąć garnek z palnika i zmiksować zupę na gładko. Dodać przyprawy, wymieszać i zagotować ponownie.

Najlepiej podawać z chrupkami z ciecierzycy i chipsami z listków szałwii.

Smacznego!





Ciężkie, zbite i wilgotne jak brownie, bardzo czekoladowe, z kawałkami orzechów i pysznymi figami - te babeczki są moim zdecydowanym faworytem tej jesieni.

Są proste w przygotowaniu jak każde muffiny - wystarczy zmieszać ze sobą suche składniki, następnie mokre, a potem dodać te mokre do tych suchych. I choć klasyczne muffiny najczęściej się udają, to muffiny brownie udają się jeszcze częściej, jako że powinny być zakalcowate. Jeśli więc jesteście mistrzami zakalca, to cudownie! Jeśli lepiej od zagniatania i wyrabiania ciasta wychodzi Wam mieszanie łyżką, to już w ogóle idealnie. Cokolwiek poszło dotąd nie tak, wciąż jest nadzieja.

W sezonie bardzo polecam wykorzystać świeże figi, bo nadają babeczkom charakteru. Jeśli nie macie do nich dostępu, można użyć innych owoców albo w ogóle je pominąć i na przykład dodać więcej ulubionych bakalii do ciasta. Zamiast formy do muffin można także użyć niewielkiej kwadratowej formy i upiec klasyczne brownie.


Babeczki brownie z figami

Składniki (na 8 babeczek):
1 szklanka mąki
1/3 szklanka kakao
1/2 szklanki oleju kokosowego
3/4 szklanki brązowego cukru
2 łyżki mielonego siemienia lnianego
6 łyżek wody
100 g gorzkiej czekolady
1/2 szklanki orzechów nerkowca
4 figi

Mielone siemię lniane wymieszać z wodą i odstawić na 10 minut, aby zgęstniało.

Mąkę przesiać do miski wraz z kakao.

Olej kokosowy przełożyć do garnka i lekko podgrzać, aby się rozpuścił. Dodać 50 g czekolady i wymieszać, aż również stanie się płynna. Na koniec dodać cukier i ponownie wymieszać (cukier nie musi się rozpuścić).

Olej, czekoladę i cukier dodać do mąki, wraz z przygotowanym wcześniej siemieniem lnianym i dobrze wymieszać.

Orzechy nerkowca i pozostałe 50 g czekolady drobno posiekać, dodać do ciasta i ponownie je wymieszać.

Formę do muffinek nasmarować tłuszczem lub wyłożyć papilotkami. W każdym otworze umieścić po kilka łyżek ciasta (można wypełnić formę aż do brzegów, ciasto nie urośnie).

Figi przekroić na połówki. W każdą babeczkę wetknąć połówkę owocu.

Piec 30 minut w temperaturze 180 stopni.

Smacznego!



Wołowina po burgundzku to znana na całym świecie klasyka kuchni francuskiej. Danie na wskroś mięsne, aczkolwiek z pewnością łatwiejsze do zweganizowania niż ślimaki czy oeufs en meurette (choć nie zapominajmy o złotej zasadzie wegańskich kucharzy - wszystko można zweganizować!).

Moje bourguignon jest bardzo grzybowe, ale ze swoim pierwowzorem łączy go wiele, a przede wszystkim sposób przygotowania oraz aromat czerwonego wina. Cała potrawa zainspirowana zaś była upominkiem od firmy Be Vege, która wprowadziła niedawno na rynek serię wegańskich produktów. Cieszę się ogromnie, że w końcu pojawiła się ciekawa alternatywa dla wyrobów sojowych. Spośród wszystkich produktów, szczególnie przypadły mi do gustu kiełbaski grzybowe i to właśnie nimi postanowiłam wzbogacić grzyby po burgundzku. 

Przyznam szczerze - jem to danie już trzeci dzień i wciąż mi się nie nudzi. To chyba najlepsza rekomendacja.


Grzybowe bourguignon

Składniki:
300 g pieczarek
300 g prawdziwków
2 marchewki
1 cebula
1 opakowanie Grzybowe Vege
1 szklanka czerwonego wina
2 szklanki wywaru warzywnego
2 łyżki mąki
2 łyżki koncentratu pomidorowego
3 łyżki sosu sojowego
3 łyżki oleju
kilka gałązek świeżego tymianku
sól 
pieprz

Cebulę pokroić w drobną kostkę, marchewkę w plasterki, a grzyby w plasterki lub ćwiartki, zależnie od ich wielkości.

Na patelni rozgrzać olej. Dodać cebulę i lekko zeszklić. Dorzucić marchewkę oraz grzyby i szybko podsmażyć na dużym ogniu. Dodać gałązki tymianku i pogotować jeszcze chwilę, aż grzyby nieco odparują.

Wlać wino i gotować kolejne kilka minut, aż się zredukuje.

Dodać wywar, mąkę, koncentrat pomidorowy i sos sojowy. Gotować około 15-20 minut. Na koniec dodać pokrojone na plasterki Grzybowe Vege. Doprawić do smaku solą i pieprzem.

Danie idealnie pasuje do ziemniaków, choć ja podałam je z puree kalafiorowym.

Smacznego!





Macie tofu? Macie nerkowce? Macie danie! :)

To jedno z prostszych dań z tofu, jednak jego smak może Was zaskoczyć, szczególnie jeśli dotąd wykorzystywaliście orzechy nerkowca raczej do deserów, niż do dań obiadowych. Podsmażane nerkowce szybko miękną i nabierają ciekawego smaku, zaś dodatek sosu sojowego, soku z limonki i sezamu nadaje potrawie charakteru. Piętnaście minut i pyszne danie gotowe :).


Tofu z nerkowcami

Składniki:
1 kostka tofu naturalnego 
1 szklanka orzechów nerkowca
3 łyżki oleju do smażenia
3 łyżki sosu sojowego
1 łyżka octu ryżowego
1 łyżka soku z limonki
1 łyżka sezamu
szczypiorek

do podania - ryż lub makaron (u mnie soba)

Tofu pokroić w kostkę. Na patelni rozgrzać olej, dodać tofu i smażyć, aż się zrumieni, często mieszając, aby nie przywarło. Dodać sos sojowy, ocet ryżowy, sok z limonki, a następnie nerkowce i sezam. Smażyć jeszcze kilka minut, aż orzechy lekko zmiękną.

Podawać posypane szczypiorkiem, najlepiej z ryżem lub makaronem.

Smacznego!




Żartobliwie można by rzec, że to tarta dla tych, którzy nie posiadają formy do tarty - coś jak pizza z patelni dla tych, którzy nie mają piekarnika. Ale nic z tych rzeczy, moi drodzy - ta tarta, zwana także galette, to zupełnie nowe doznanie.

Oczywiście, galette ma wielu zwolenników wśród osób ceniących prostotę. Rustykalny charakter tarty pozwala na uformowanie jej w dowolny sposób, bez dbałości o równe brzegi czy dekoracje. Co więcej, galette nie wymaga kremów czy musów, wystarczy cienka warstwa owoców (lub innych dodatków w przypadku wytrawnych tart). Jednak to nie wszystko - mniej składników to przeważnie mniej wilgoci, która wsiąknie w ciasto, dzięki czemu galette są cudownie chrupkie, szczególnie dzięki szerokiej zakładce z ciasta na wierzchu.

I najważniejsze - panuje tu całkowita dowolność, jeśli chodzi o nadzienie, kształt czy sposób zwinięcia brzegów, więc cokolwiek wymyślicie - na pewno wyjdzie dobrze!



Rustykalna tarta z jabłkiem i aronią

Składniki:
1 szklanka mąki pszennej
1/2 szklanka mąki orkiszowej razowej
4 łyżki brązowego cukru
szczypta soli
100 g wegańskiej margaryny
30 ml lodowatej wody
2 łyżeczki octu jabłkowego

2 jabłka
1 szklanka aronii

cukier puder do posypania

Mąkę pszenną i orkiszową przesiać na stolnicę. Margarynę pokroić na małe kawałki i posiekać z mąką. Dodać sól i cukier. Uformować kopczyk, zrobić w nim dołek, wlać do niego ocet i wodę. Szybko zarobić ciasto. Jeśli jest zbyt suche i trudno się zlepia, dodać odrobinę wody.

Ciasto owinąć folią spożywczą i włożyć do lodówki na pół godziny.

W międzyczasie obrać jabłka, pokroić na ćwiartki, wydrążyć gniazda nasienne, z następnie każdą ćwiartkę pokroić na plasterki.

Stolnicę oprószyć mąką, schłodzone ciasto rozwałkować na grubość około pół centymetra. Na środku ułożyć jabłka, w odległości około 5 cm od brzegów. Boki ciasta zagiąć do środka, nadając tarcie okrągły kształt. Na wierzchu ułożyć aronię.

Piec 40-50 minut w temperaturze 200 stopni. Wystudzić. Przed podaniem posypać cukrem pudrem.

Smacznego!