Idą Święta: Wegańskie pierniczki
Na zimowe chłody: Rozgrzewające dania obiadowe
Sezonowo: Ciasta z żurawiną
Na świąteczny stół: Drożdżowe paszteciki z pieczarkami
Najpopularniejszy przepis na blogu: Gołąbki z kaszą gryczaną i pieczarkami

Kiedyś wydawało mi się, że będąc na diecie wegańskiej, definitywnie trzeba zapomnieć o serach. Otóż nie mogłam się bardziej mylić. Testowałam słonecznikowe twarożki, sery z orzechów, migdałów, a nawet ziemniaków. I wszystkie miały jedną wspólną cechę - były pyszne. Z jednej strony uderzająco podobne do tradycyjnych serów, z drugiej zaś gwarantowały nowe doznania smakowe.

Gdybym miała polecić najprostszy i najszybszy do przygotowania ser wegański, zdecydowanie byłby to ten z nerkowców. Pozwalają one na uzyskanie gładkiego, kremowego serka, który dowolnie można przyprawić, nadając mu ulubiony smak. Dotąd decydowałam się najczęściej na wersję z płatkami drożdżowymi i musztardą, ale tym razem postawiłam na świeży tymianek, czosnek i żurawinę. Dodatek oleju kokosowego sprawił, że serek ma zwartą konsystencję i można mu nadać dowolny kształt.

Jest naprawdę pyszny i idealny na kanapkę. Jeśli szukaliście przepisu na łatwy wegański ser, to blendery w dłoń i do dzieła! ;)


Serek z nerkowców z tymiankiem i żurawiną

Składniki:
1 szklanka orzechów nerkowca
2 łyżki soku z cytryny
2 łyżki oleju kokosowego, roztopionego
1 duży ząbek czosnku
1/4 łyżeczki soli
1 łyżeczka listków świeżego tymianku
1/2 szklanki suszonej żurawiny

Orzechy nerkowca moczyć przez minimum 4 godziny, aby zmiękły. Odcedzić i przełożyć do wysokiego naczynia.

Dodać sok z cytryny, olej kokosowy, rozgnieciony ząbek czosnku, sól oraz listki tymianku. Zblendować na gładką masę.

Niewielką miseczkę wyłożyć folią spożywczą. Przełożyć do miski serek, zebrać rogi folii i zwinąć tak, by uformować kulę.

Serek włożyć do lodówki na minimum 2 godziny, by stężał. Po tym czasie delikatnie usunąć folię i wetknąć w niego owoce żurawiny.

Smacznego!




Chłodne dni to okazja do tego, by więcej czasu spędzać w kuchni, przeglądać przepisy, uzupełnić zapasy korzennych przypraw, zacząć opracowywać świąteczne menu, włączyć piekarnik, żeby było cieplej i upiec coś dobrego, na przykład tartę.

Ta tarta jest wyjątkowa. Orkiszowy spód nadaje tu lekko orzechowego posmaku, idealnie uzupełnianego przez rozmaryn. Spód można oczywiście przygotować z mąki pszennej, ale uwierzcie, że warto dać szansę orkiszowej.

Wypełnienie tarty to ziołowe tofu, będące moim zdaniem najlepszą bazą wszelkich tart, której przygotowanie nie wymaga przy tym żadnego wysiłku.

I oczywiście buraki. Mogą oczywiście być ugotowane, ale bardzo, bardzo polecam je upiec, zdecydowanie zyskają dzięki temu na smaku. Ogólnie rzecz biorąc polecam je piec regularnie, trzymać w lodówce i dodawać do różnych dań, sałatek oraz na kanapki. Albo zrobić nich barszcz - jest najlepszy!

Wierzch tarty inspirowany jest buraczanym carpaccio. Cienkie plasterki pieczonych buraków, odrobina rukoli, orzechów włoskich oraz ocet balsamiczny.

Jak dla mnie, połączenie jest idealne. Zarówno smakowo, jak i wizualnie (nie tylko dlatego, że kolorystycznie pasuje do logo Vege z Miłością). Żałuję, że nie zdążyłam zrobić zdjęcia przekroju (danie stygło, biesiadcy wyczekiwali obiadu z niecierpliwością, a na zewnątrz zmierzchało - odwieczne problemy blogerów kulinarnych ;)), ale zapewniam, że tarta wygląda pięknie również po przekrojeniu. Bardzo polecam!


Pełnoziarnista tarta rozmarynowa z pieczonymi burakami

Składniki:
spód
125 g razowej mąki orkiszowej
125 g mąki jasnej (orkiszowej lub pszennej)
160 g wegańskiej margaryny
50 g zimnej wody
pół łyżeczki soli
mała gałązka rozmarynu

nadzienie
1 kostka tofu naturalnego
1 łyżeczka tymianku (najlepiej świeżego)
1/2 łyżeczki mielonego kminku
2 łyżeczki czarnej soli
pieprz
kilka łyżek mleka roślinnego
2 duże buraki

dodatkowo
rukola
orzechy włoskie, posiekane
ocet balsamiczny
grubo mielony pieprz

Buraki umyć, zawinąć w folię aluminiową (jeśli są wyjątkowo duże, przekroić na pół) i piec około godziny w piekarniku rozgrzanym do 200 stopni.

Na stolnicę wysypać mąki i posiekać z margaryną. Dodać sól i drobno posiekany rozmaryn. Zrobić zagłębienie, wlać wodę i zagnieść gładkie ciasto. Zawinąć w folię i schłodzić w lodówce przez pół godziny. Następnie rozwałkować i wyłożyć nim tortownicę o średnicy 26 cm. Z pozostałej części ciasta, można upiec małe ciasteczka do dekoracji tarty.

Ciasto ponakłuwać widelcem i piec 20 minut w temperaturze 200 stopni.

W międzyczasie przygotować nadzienie. Tofu zmiksować z mlekiem, tymiankiem, mielonym kminkiem, solą i pieprzem. Jeśli masa jest za gęsta, dodać odrobinę więcej mleka.

Upieczone buraki odwinąć z folii, przestudzić, obrać i pokroić na plasterki (najlepiej za pomocą mandoliny do warzyw - ja używam tej - klik).

Na podpieczony spód wyłożyć tofu, a na górze ułożyć buraki. Piec jeszcze 10 minut.

Gotową tartę ozdobić rukolą, posiekanymi orzechami włoskimi, skropić octem balsamicznym i posypać świeżo zmielonym pieprzem.

Smacznego!





Magia - tak w skrócie określić można to, co potrafią niepozorne nasiona chia. Jak idealnie zagęszczają owsianki, koktajle i puddingi, jakie są zdrowe i jak dzięki nim znane dotąd desery nabierają nowego wymiaru.

A magiczny deser z chia musi oczywiście mieć w sobie czekoladę, wanilię odrobinę owoców i bakalii. Dlatego przedstawiam pudding z gęstym i kremowym czekoladowym musem, z aromatem wanilii oraz delikatnym wspomnieniem lata w postaci wiśni. Magia.



Pudding chia z musem czekoladowym i wiśniami

Składniki:
pudding
1/4 szklanki nasion chia
350 ml mleka kokosowego (na przykład domowej roboty - klik)
2 łyżki cukru
1 laska wanilii

mus czekoladowy
1 puszka mleka kokosowego (schłodzonego przez minimum dobę w lodówce)
4 łyżki kakao
2 łyżki cukru pudru

dodatkowo
wiśnie (mogą być mrożone lub z kompotu)
prażone migdały
starta gorzka czekolada

Przygotować pudding. Laskę wanilii naciąć wzdłuż i wyjąć ziarenka. Do garnka wlać mleko kokosowe, wsypać nasiona chia, cukier, ziarenka oraz laskę wanilii i zagotować. Gotować około 10 minut. Jeśli pudding będzie za gęsty, można dolać wody.

W międzyczasie przygotować mus. Z puszki mleka kokosowego wyjąć stałą część i przełożyć do miski. Zmiksować z cukrem i kakao.

Na spód szklanek ułożyć warstwę musu, a na nią pudding. Wierzch udekorować pozostałym musem, wiśniami, migdałami i czekoladą.

Przed podaniem dobrze schłodzić w lodówce.

Smacznego!





Dzisiaj bierzemy na warsztat... ryby! ;) Nie sądziłam, że odtworzenie rybnego smaku będzie takie proste. Bawię się ostatnio w wegańskie pasty z makreli i sałatki z tuńczyka, z zaskakująco rybnym rezultatem. Mając pod ręką sos sojowy czy glony (bo cóż może mieć bardziej morski smak niż one?) otwiera się przed nami mnóstwo możliwości.

Dlatego też na obiad proponuję mielone kotlety a la rybne na bazie kaszy jaglanej i tofu, z dodatkiem glonów nori (dokładnie takich, jakie używa się do sushi). Jako uzupełnienie całości doskonale sprawdzi się tradycyjny sos koperkowy. Jeszcze tylko ziemniaki i pyszny obiad gotowy :)


Kotlety a la rybne z sosem koperkowym

Składniki:
kotlety
1 szklanka kaszy jaglanej
300 g tofu naturalnego
2 arkusze glonów nori
3 łyżki sosu sojowego
4 łyżki oleju
sól 
pieprz

bułka tarta do panierowania
olej do smażenia

sos
3 łyżki mąki 
3 łyżki oleju
1 szklanka mleka roślinnego
pęczek koperku
sól 
pieprz

Kaszę jaglaną opłukać pod zimną wodą, a następnie przelać wrzątkiem i ugotować w trzech szklankach wody (kasza powinna być rozgotowana). Lekko przestudzić.

Nori pociąć nożyczkami na mniejsze kawałki, zalać ciepłą wodą i pozostawić na 10 minut. Odcedzić.

Kaszę, tofu, nori i przyprawy umieścić w jednym naczyniu i zmiksować na gładką masę.

Formować niewielkie kotlety, panierować w bułce tartej i smażyć na złoto.

Przygotować sos: w rondelku podgrzać mąkę, dodać olej i dokładnie połączyć. Stopniowo wlewać mleko, energicznie mieszając trzepaczką, aby nie powstały grudki. Dodać koperek i doprawić do smaku. Podawać z kotletami.

Smacznego!



Niezaprzeczalnie dostrzec można coraz więcej znaków świadczących o tym, że zbliża się jesień, jednak wciąż mamy szczęście doświadczać pięknej pogody, zatem warto możliwie jak najbardziej przedłużyć sezon grillowy.

Bawi mnie, gdy jestem pytana o to, co jem podczas spotkań przy grillu. Przecież wszystkie warzywa idealnie nadają się do grillowania! Cukinia, papryka czy cebula nabierają zupełnie innego smaku. Warto spróbować też z burgerami czy falafelami.

Dzisiaj z kolei proponuję proste szaszłyki, które nie wymagają wielu składników i wysiłku, a cały ich sekret zamyka się w sposobie przyprawienia. Mi najbardziej smakują z pieczywem i musztardą :).


Grillowane szaszłyki z warzywami i wędzonym tofu

Składniki:

2 papryki
20 kapeluszy pieczarek
2 cebule
1 kostka wędzonego tofu 

1/2 szklanki oleju
4 łyżeczki słodkiej papryki
szczypta chili
1/2 łyżeczki tymianku
1/2 łyżeczki oregano
sól

Paprykę i tofu pokroić w większą kostkę, cebulę w grubsze plastry.

Na patyczki do szaszłyków nadziewać na przemian paprykę, pieczarki, cebulę i tofu.

Olej wymieszać z przyprawami. Zanurzać w nim szaszłyki, każdego dokładnie obtaczając w przyprawach.

I grillować! :)

Smacznego!






Wegańskie sery to świetna alternatywa dla wszelkich past kanapkowych, które - nie ukrywajmy - po pewnym czasie mogą się znudzić. Niesłabnącym uwielbieniem darzę wędzone tofu, które często po prostu kładę na kanapki albo dla odmiany przygotowuję na szybko prosty twarożek z nerkowców czy słonecznika. Jeśli mam więcej czasu, eksperymentuję z serami bazującymi na orzechach, migdałach czy ziemniakach. Ze wszystkich domowych serów najbardziej przypadła mi jednak do gustu pieczona feta z migdałów. Jest przepyszna, a proces pieczenia dodaje jej aromatu.
Polecam!


Pieczony ser feta z migdałów

Składniki:
145 g (1 i 1/2 szklanki) mielonych migdałów
sok z połówki cytryny
1/2 szklanki wody
3 łyżki oliwy
2 ząbki czosnku, rozgniecione
1 i 1/4 łyżeczki soli

Wszystkie składniki zmiksować za pomocą blendera.

Sitko wyłożyć gazą, złożoną podwójnie, i oprzeć je na misce. Przygotowaną wcześniej mieszankę wylać na gazę, zebrać razem jej rogi i związać u góry gumką recepturką, tak, aby nadać serowi ładny, okrągły kształt.

Wstawić do lodówki na 12 godzin, aby ser odciekł.

Żaroodporne naczynie wysmarować olejem, rozwinąć ser z gazy i przełożyć go do naczynia.

Piec 40 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.

Smacznego!

źródło przepisu









Popisowa zupa mojej mamy, nieodmiennie od wielu, wielu lat kojarzy nam się z młodymi warzywami w ogródku, obiadami na tarasie i zachwytami gości. Wciąż nie mamy jej dość, więc dzielimy się przepisem ;)



Zupa botwinkowa

Składniki:
5 średnich buraków
1 pęczek botwiny (lub więcej)
2-3 marchewki
5-6 ziemniaków
1 kalarepa
1 pietruszka
kawałek selera
1 łodyga selera naciowego
1 por
1 młoda cebulka
szczypiorek
gałązka lubczyku
2 liście laurowe
3 ziarenka ziela angielskiego
2 litry wody
1 szklanka koncentratu lub zakwasu buraczanego (przepis poniżej)
sól
pieprz

śmietana sojowa
1/2 szklanki mleka sojowego
2 łyżka octu jabłowego
1/3 szklanki oleju

Zagotować wodę z liściem laurowym i zielem angielskim. Dodać lubczyk, seler naciowy i por (można je związać, aby potem łatwiej było wyjąć). Dodać pokrojone w kostkę ziemniaki, kalarepę, seler i cebulkę oraz pokrojoną na półplasterki marchewkę i pietruszkę. Buraki zetrzeć na grubych oczkach (jeśli są stare) lub również pokroić w kostkę (jeśli są młode) i dodać do pozostałych warzyw.

Osolić i gotować około 10 minut. Następnie dodać posiekaną botwinę (łodygi), a po kilku minutach posiekane liście i szczypior.

Gdy warzywa zmiękną, odstawić garnek z ognia i dodać szklankę koncentratu lub zakwasu buraczanego. Gotowy koncentrat można kupić w sklepie, ale warto zrobić własny zakwas (przepis poniżej).

Gotową zupę podawać ze śmietaną sojową oraz posiekaną natką pietruszki i dużą ilością koperku.

Zakwas buraczany

Do szklanego słoja wrzucić pokrojone buraki, zalać źródlaną lub przegotowaną wodą, dodając łyżkę soli na 1 litr wody. Po 3-4 dniach zakwas jest gotowy. Można popijać czysty kwas buraczany dla zdrowia lub dodawać go do zupy (nie zagotowując jej po dodaniu zakwasu).

Śmietana sojowa

Mleko wlać do wysokiego naczynia lub do kielicha blendera. Dodać ocet i ubijać za pomocą blendera przez około minutę. Następnie, nie przerywając ubijania, cienkim strumieniem wlewać olej i miksować około 5 minut. Gotową śmietanę włożyć do lodówki, gdzie po 15-20 minutach bardziej zgęstnieje.



Dziś będzie o prostych radościach.

Patrząc na mojego psiaka, dopiero rozumiem, co to znaczy cieszyć się naprawdę i ze wszystkiego - że można wytarzać się w ciepłej od słońca trawie, gonić za pająkami i wybrudzić w ziemi. Że można szczerze okazywać komuś, że miło go widzieć i że proste słowo "spacer" może brzmieć, jak największa nagroda na świecie (którą zdeklasować mogą tylko psie ciasteczka).

Aby choć trochę zbliżyć się do psiego świata, wychodzę na zewnątrz i wystawiam twarz do słońca, wsłuchując się w ciszę. Sprawdzam, co już zakwita w ogrodzie i dopytuję mamę czy w tym roku w końcu będzie okra. Podobno będzie.
A potem piekę muffiny. Takie najprostsze i najszybsze, do kawy, na piknik i w zasadzie na każdą okazję.

Siadamy z Emilką na kocu i degustujemy - ja swoje, ona swoje. I nagle nasze światy choć na chwilę się łączą. Cieszymy się tak po prostu.




Wegańskie muffiny z rabarbarem

Składniki (na 12 sztuk):
2 łodygi rabarbaru
2 szklanki mąki
3/4 szklanki brązowego cukru
1 szklanka mleka roślinnego
1/4 szklanki oleju
1 łyżka soku z cytryny
skórka z 1 cytryny
1 łyżeczka sody
1 łyżka octu jabłkowego
szczypta soli
płatki kokosowe (opcjonalnie)

Rabarbar obrać i pokroić na plasterki.

Do miski przesiać mąkę z sodą. Dodać cukier, sól i wymieszać.

W osobnej mące połączyć za pomocą trzepaczki cukier, mleko, olej, sok i skórkę z cytryny oraz ocet.

Zawartość obu misek dokładnie wymieszać, dodać rabarbar i wymieszać ponownie.

Formę do muffinek wyłożyć papilotkami, wyłożyć do nich ciasto. Można posypać wierzch brązowym cukrem i płatkami kokosowymi. Piec 25 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.

Smacznego!




Niedziela rano. Wstaję, bo szkoda czasu na leżenie. Lepiej wykorzystać go na delektowanie się kawą i książką. I oczywiście, na przygotowanie śniadania.
Tofucznica to mój weekendowy klasyk i kolejny powód, aby uwielbiać poranki. Podana koniecznie z cebulą i szczypiorkiem oraz ze świeżym chlebem jest, moim zdaniem, jedną z najlepszych rzeczy, jakie można zaserwować na śniadanie.


Do złudzenia przypomina tradycyjną jajecznicę, ale w smaku jest oczywiście dużo lepsza. Aby smak był "jajeczny", konieczne jest użycie czarnej soli i niestety tego składnika pominąć nie można. Nie bójmy się też użyć jej więcej, niż soli tradycyjnej, bo jest zdecydowanie mniej słona, dlatego 2-3 łyżeczki nadadzą daniu właściwy smak.


Tofucznica

Składniki na solidne śniadanie dla 2 osób:
300 g tofu naturalnego 
2 cebule
pęczek szczypiorku
2 łyżeczki czarnej soli (lub więcej, według uznania) - obowiązkowo!
szczypta pieprzu
1/4 łyżeczki kurkumy
olej do smażenia

Na dużej patelni rozgrzać olej. Cebule pokroić w półksiężyce, wrzucić na patelnię i podsmażyć kilka minut, aż cebula lekko zmięknie. Tofu rozgnieść w dłoniach, dodać do cebuli i podczas smażenia rozbić za pomocą drewnianej łopatki na małe kawałki. Dodać sól, pieprz i kurkumę. Smażyć kilka minut, aż składniki dobrze się połączą. Na koniec dodać posiekany szczypiorek lub posypać nim wyłożoną już na talerze tofucznicę.

Smacznego!




Maj przynosi ze sobą nowy ziołowy ogródek na parapecie, więcej energii, optymizmu, no i rabarbar. Ten ostatni, cudownie kwaskowaty, idealnie komponuje się z ciastami, słodkimi kruszonkami, prostymi plackami, koniecznie z cukrem pudrem na wierzchu oraz z wyszukanymi przekładańcami. Jest kropką nad i, wisienką na torcie, kwintesencją maja i obowiązkowym składnikiem wiosennych wypieków.


Tym razem połączyłam rabarbar z kruchym spodem, kokosowo-waniliowym budyniem, zaś całość wieńczy lekko kwaśna rabarbarowa galaretka.
Jest pysznie, polecam!


Ciasto z kremem budyniowym i galaretką rabarbarową

Składniki:
spód
1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
2 łyżki mąki z tapioki (można zastąpić ziemniaczaną)
1/2 szklanki cukru
125 g wegańskiej margaryny
1/4 szklanki zimnej wody

krem budyniowy
2 szklanki mleka roślinnego (u mnie kokosowe)
3/4 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki cukru
1 laska wanilii
100 g wegańskiej margaryny lub 80 g oleju kokosowego

galaretka rabarbarowa
4 laski rabarbaru
1/2 szklanki wody
1/4 szklanki cukru
3 łyżeczki agar agar

Mąki połączyć ze sobą. Margarynę ubić za pomocą miksera, dodać cukier i ubijać jeszcze chwilę, aby składniki się połączyły. Stopniowo dodawać mąkę i miksować. Na koniec dodać wodę i zagnieść ciasto (w razie potrzeby dodać więcej wody).

Formę o wymiarach 20x30 cm wyłożyć papierem do pieczenia, wylepić przygotowanym ciastem, ponakłuwać je widelcem i piec około 20 minut w 200 stopniach, aż się lekko zrumieni.

Przygotować budyń. Laskę wanilii przeciąć wzdłuż i wyjąć ziarenka. Połowę mleka zagotować z cukrem i wanilią (ziarenkami i laską). Drugą połowę połączyć z mąką za pomocą trzepaczki. Stopniowo wlewać do gotującego się mleka, cały czas mieszając trzepaczką, aby nie powstały grudki.
Gotowy budyń przykryć folią spożywczą i wystudzić.
Zimny budyń połączyć z margaryną lub olejem kokosowym.

Przygotować galaretkę. Rabarbar obrać, pokroić w plasterki, umieścić w garnku, wlać wodę i dusić, aż cały rabarbar się rozpadnie. Dodać cukier i wymieszać. Agar agar rozpuścić w niewielkiej ilości wody, dodać do rabarbaru i gotować 5 minut. Delikatnie przestudzić (najlepiej cały czas mieszając, aby galaretka nie zaczęła się ścinać).

Na spód wyłożyć budyń, wylać na wierzch rabarbar, wyrównać i włożyć do lodówki. Galaretka zetnie się w kilka minut.

Smacznego!




Wraz z rosnącą popularnością wege barów i restauracji, lokale te oferują nam coraz to większą różnorodność dań. Wegańskie miejscówki serwują coraz częściej potrawy imitujące dania mięsne. Bez problemu możemy zjeść roślinnego kurczaka, wołowinę, burgera czy kebab. Co więcej, bywa, że podczas konsumpcji zdarza nam się zapytać "czy to aby na pewno nie jest mięso?".
Co za tym wszystkim stoi? Oczywiście seitan.

Można by powiedzieć, że dzisiejszy wpis jest dla ludzi o mocnych nerwach. Najpierw powitało Was zdjęcie schabowych, a teraz będę opowiadać o przyrządzaniu mięsa ;) Co to właściwie jest seitan, czemu zawdzięcza swoją popularność i po co komu sztuczne mięso?
Odpowiedzi znajdziecie w dzisiejszym poście.

Co to jest seitan?
Najprościej rzecz ujmując, seitan to czysty gluten pszenny. Nazywany jest też "chińskim mięsem", ze względu na dużą popularność, którą cieszy się w kuchni chińskiej.

Jak uzyskać seitan?
Metody są dwie. Pierwsza, dla ekscentrycznych testerów wszystkiego, pełnych zapału, z mnóstwem wolnego czasu i druga, dla zapracowanych/leniwców. Metoda pierwsza polega na zarobieniu podobnego do pierogowego ciasta, a następnie płukaniu go w zimnej wodzie, aż do całkowitego pozbycia się z ciasta skrobi. Zaprawieni w boju robią to w 20 minut, początkujący nawet 40-50 minut, a potem jeszcze przez kilka dni znajdują gdzieś (na zlewie, kuchennych meblach albo na sobie) przyschniętą skrobię (wiem, co mówię, wciąż należę do grupy początkujących).
Metoda druga wymaga zakupienia gotowego glutenu pszennego, który po prostu zalewa się wodą, miesza i gotowe. Czas przygotowania - 2 minuty, a efekt ten sam ;)

Jak wygląda seitan?
Kojarzycie takie naturalne greckie gąbki? Mniej więcej właśnie tak wygląda gotowy seitan przed obróbką ;)

Jak smakuje seitan?
Ha - i tu mnie macie! Seitan nie ma smaku. Ale wbrew pozorom to dobra wiadomość, bo możemy nadać mu dowolny smak, dlatego też z łatwością może imitować drób, wołowinę itd.

Czy seitan jest zdrowy?
Jak zapewne się domyślacie, seitan nie ma zbyt wielu wartości odżywczych (choć bogaty jest w białko), nie polecam go więc jako podstawę codziennej diety, raczej jako ciekawostkę.

Czy weganie jedzą seitan, bo tęsknią za mięsem?
Oczywiście, że nie! Ja traktuję seitan jako urozmaicenie, raz na jakiś czas każdy ma ochotę spróbować czegoś nowego. Dla miłośników gotowania seitan niewątpliwie daje duże pole do popisu i zabawy smakami, dlatego też po niego sięgnęłam.

Zobaczmy, jak to wszystko wygląda w praktyce.


Schabowy z seitana

Składniki (na solidnych 6 kotletów):
400 g glutenu pszennego lub 1 kg mąki pszennej
woda

4 liście laurowe
4 ziarenka ziela angielskiego
1 cebula
2 łyżeczki lubczyku

1 łyżeczka czosnku granulowanego
1 łyżeczka słodkiej papryki
1 łyżeczka mielonego kminku
1 łyżeczka majeranku
szczypta chili
sól
pieprz

1/2 szklanki mielonego siemienia lnianego
bułka tarta
olej do smażenia

Seitan z mąki:
Mąkę wsypać do miski, dodać około 500 ml wody i zarobić ciasto. Odstawić na 15 minut, aby ciasto odpoczęło.
Do miski wlać zimną wodę i wyrabiać ciasto. Wodę co chwila wylewać i wlewać nową. Wyrabiać tak długo, aż woda będzie całkiem przejrzysta. Najlepszym sposobem na wyrabianie ciasta jest "tarmoszenie" go w obu dłoniach tak, jakbyśmy robili pranie ręczne. Znacznie przyspiesza to czas wypłukiwania skrobi, choć i tak należy uzbroić się w cierpliwość. I niestety, nie ma tu drogi na skróty, skrobi nie można wypłukać "prawie" albo "trochę", bo całość rozpadnie się podczas gotowania.

Seitan z glutenu:
Do miski wsypać gluten. Dodać czosnek, paprykę, kminek, majeranek, chili, sól i pieprz. Wlać 2,5-3 szklanki wody i szybko wymieszać.

Gotowy seitan pokroić na plastry. Każdy z nich rozwałkować.

W dużym garnku zagotować wodę. Osolić ją, dodać liście laurowe, ziele angielskie, przypaloną nad palnikiem cebulę i lubczyk. Wrzucić kotlety i gotować około 40 minut. (Uwaga: garnek powinien być w miarę możliwości duży i szeroki, ponieważ kotlety bardzo pęcznieją podczas gotowania i wypływają do góry.)

Ugotowane kotlety lekko wystudzić.

Do mielonego siemienia lnianego dodać 1/2 szklanki wody, wymieszać i pozostawić na kilka minut (jeśli robiliśmy seitan z mąki, przez co nie dodawaliśmy do środka przypraw, można je dodać teraz do siemienia). Kotlety dokładnie obtaczać z siemieniu, a następnie w bułce tartej.

Smażyć na rozgrzanym oleju, na złoty kolor.





Śniadanie to świętość. Bez niego nie wychodzę z domu, nawet jeśli w pośpiechu trzeba robić kanapki. Ale ponad wszystko uwielbiam leniwe poranki, kiedy gotuję garnek kawy według pięciu przemian, smażę wielkie porcje tofucznicy z cebulą albo tworzę nowe pasty do pieczywa. Poranki, które smakują świeżo upieczoną chałką, domowym majonezem z mleka sojowego i spokojem. Poranki, które kończą się dopiero, gdy kawa jest całkiem zimna.

Twarożek ze słonecznika robię od dawna, wzbogacając go o różne przyprawy lub suszone pomidory, ale najlepiej smakuje w wersji wiosennej - z rzodkiewką i szczypiorkiem. Twarożek nie obejdzie się też niestety bez czarnej soli, która nadaje specyficznego posmaku i charakteru.
Polecam szczególnie z domowymi bułeczkami i wegańskim masłem (u mnie na bazie kaszy jaglanej i oleju kokosowego).


Słonecznikowy twarożek z rzodkiewką i szczypiorkiem

Składniki:
300 g słonecznika
woda filtrowana/źródlana
1 pęczek rzodkiewki
1 pęczek szczypiorku
2 łyżeczki czarnej soli kala namak
szczypta pieprzu
1/4 łyżeczki kurkumy

Słonecznik wypłukać na sicie, wsypać do naczynia i wlać tyle wody, aby jej poziom sięgał około 1 cm ponad poziom słonecznika. Odstawić na minimum 15 minut (można nawet na całą noc).

W międzyczasie rzodkiewkę zetrzeć na grubych oczkach tarki, szczypiorek posiekać.

Namoczony słonecznik zblendować na gładko (nie odcedzać - część wody zostanie wchłonięta, a pozostała część sprawi, że twarożek będzie wilgotny). Dodać rzodkiewkę, szczypiorek i przyprawy, po czym dobrze wymieszać. W razie potrzeby dodać do smaku więcej soli (czarna sól jest mniej słona od tradycyjnej, więc bez obawy).

Smacznego!