Lubię drożdżowe. Lubię zagniatać, a potem cierpliwie wyrabiać gładkie ciasto, obserwować jak wyrasta, nadawać mu różne kształty i w końcu degustować, najlepiej jeszcze ciepłe, choć podobno nie wolno.
Dobre drożdżowe, wbrew pozorom, nie potrzebuje wcale jajek, więc z łatwością można je upiec w wersji wegańskiej. Dodatkowo połowę jasnej mąki zastąpiłam pełnoziarnistą, ale ciasto nie stało się przez to dużo cięższe. Jest miękkie, delikatne i smakuje jak naprawdę dobra drożdżówka.


Wieniec drożdżowy z makiem
na podstawie przepisu z bloga Al's kitchen

Składniki:
ciasto
250 g mąki pszennej
250 g mąki pszennej pełnoziarnistej
20 g świeżych drożdży lub 2 łyżeczki suszonych
6 łyżek oleju
4 łyżki cukru
szczypta soli
250 ml mleka roślinnego
nadzienie
100 g maku, sparzonego i zmielonego 2 razy
3 łyżki oleju
3 łyżki miodu z mniszka/syropu klonowego/syropu z agawy
3 łyżki soku z namoczonych bakalii (patrz niżej)
dowolne bakalie (u mnie rodzynki, daktyle, orzechy, migdały, skórka pomarańczowa)
1 łyżka zmielonego siemienia lnianego

Ze świeżych drożdży przygotować rozczyn (pominąć ten etap, jeśli używamy suchych drożdży). Drożdże rozkruszyć do miseczki, zasypać 1 łyżką cukru, zalać 1/4 szklanki mleka roślinnego i wymieszać. Dodać 3 łyżki mąki i ponownie wymieszać. Przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na około 20 minut, aż drożdże zaczną pracować.

Mąki umieścić w misce. Dodać 3 łyżki cukru, sól, olej, pozostałą część mleka oraz suche drożdże (jeśli używamy). Zarobić gładkie ciasto i dobrze je wyrobić (około 10 minut). Przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na około 1 godzinę. Po tym czasie ciasto ponownie wyrobić, przykryć i odstawić na kolejne pół godziny.

W międzyczasie przygotować nadzienie. Bakalie namoczyć na około pół godziny (orzechy i migdały moczymy osobno). Odcedzić (zostawiając wodę, w której moczyły się rodzynki, daktyle etc., w zależności jakie bakalie wykorzystujemy) i drobno pokroić.
Do garnka wlać olej, miód/syrop oraz sok z namoczonych bakalii. Podgrzać, po czym dodać posiekane bakalie oraz siemię lniane. Wymieszać, po czym dodać mak i wymieszać ponownie. Odstawić do wystudzenia.

Ciasto rozwałkować na kwadrat (nie za cienko). Posmarować wystudzoną masą makową i zwinąć według tej instrukcji.

Przełożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i piec 50 minut w temperaturze 180 stopni.



Nadmiar orzechów w domu połączony z moją słabością do małych słodkości przeważnie skutkuje tym samym - nowymi ciasteczkami.
Po przepis sięgnęłam do nowej książki Joli Słomy i Mirka Trymbulaka Kuchnia świątecznych łakoci, zawierającej przepisy na zdrowe słodkości dla dzieci. Z jakichś względów moja mama uznała, że to właściwa lektura dla mnie i postanowiła mi ją sprezentować ;) Cóż, szczerze mówiąc, czuję, że jest adresowana także do mnie, bowiem ta cieniutka książeczka to cenne źródło inspiracji oraz oryginalnych pomysłów na bezglutenowe i odżywcze smakołyki. Mam ochotę wypróbować absolutnie wszystkie przepisy, a tymczasem zapraszam do przetestowania pierwszego z nich - ciasteczek z mąki kukurydzianej z dodatkiem mielonych orzechów. Są chrupiące, przyjemnie orzechowe i naprawdę smaczne.


Ciasteczka kukurydziano-orzechowe
przepis z książki Kuchnia świątecznych łakoci Joli Słomy i Mirka Trymbulaka

Składniki:
40 dag mąki kukurydzianej
25 dag brązowego cukru
15 dag zmieszanych i zmielonych migdałów i orzechów włoskich (użyłam tylko orzechów)
150 ml rzadkiego mleka kokosowego
150 ml oleju słonecznikowego
2 łyżki siemienia lnianego
1,5 łyżeczki wody
szczypta soli

Brązowy cukier zemleć na puder. Wszystkie suche składniki połączyć ze sobą i dokładnie wymieszać. Dolać olej i rozetrzeć dobrze w palcach. Dodać mleko kokosowe i wyrobić ciasto (nie będzie idealnie zwarte i może się trochę rozpadać, ale to nie szkodzi). Formować ciasteczka (można uprzednio posmarować ręce olejem, jeśli ciasto się klei) i układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
Piec 25 minut w 175 stopniach.




Wszystko zaczęło się od wypieków.
Moja kulinarna przygoda bierze swój początek od fascynacji tym, co można wyczarować z mąki, cukru i paru innych produktów. Nauczyłam się piec puszyste i miękkie ciasta drożdżowe, serniki równe jak stół, wilgotne i aromatyczne ciasta ucierane oraz delikatne ciasta kruche; wypróbowałam dziesiątki przepisów na babeczki, ciastka i ciasteczka. Słowo "weganizm" budziło u mnie przerażenie, jak można bowiem żyć bez tych wszystkich wypieków?
Jak błędne było moje przeświadczenie o weganizmie zauważam coraz wyraźniej za każdym razem, gdy przerabiam dawne ulubione przepisy, tworząc ich roślinną wersję, co w większości przypadków jest jak najbardziej możliwe! Drożdżowe i ucierane mogą powstać bez masła i jajek, bardzo pozytywnie zaskoczył mnie ostatnio upieczony sernik z tofu, a dzisiejsze kruche jest bardziej kruche od tego, które znałam wcześniej, a przy tym niesamowicie pyszne, szczególnie z bardzo bakaliową domową masą makową.
Dziś wiem na pewno, że wegańskie wypieki nie ustępują w niczym tym tradycyjnym. I nie będzie przesadą jeśli powiem, że są dużo lepsze :).


Tarta makowa z marcepanem

Składniki:
spód
300 g mąki
100 g cukru pudru
120 g oleju
5-6 łyżek ciepłej wody
masa makowa
300 g maku, sparzonego i zmielonego 2 razy
1/3 szklanki oleju
1/3 szklanki miodu z mniszka/syropu klonowego/syropu z agawy
1/3 szklanki soku z namoczonych bakalii (patrz niżej)
2/3 szklanki rodzynek królewskich
2/3 szklanki daktyli
1/2 szklanki migdałów
1 szklanka orzechów włoskich
2 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej
2 łyżki zmielonego siemienia lnianego
wierzch
150 g masy marcepanowej

Orzechy i migdały namoczyć dzień wcześniej w zimnej wodzie. Często ją zmieniać.
 
Przygotować ciasto na spód. Do miski wsypać mąkę, wymieszać z cukrem pudrem, dodać olej, wodę i zarobić gładkie ciasto (w razie potrzeby można dodać trochę więcej wody. Ciasto nie musi tworzyć idealnie zwartej kuli, może się nieco rozpadać). Zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce około pół godziny.

Rodzynki i daktyle namoczyć i pozostawić na pół godziny. Odcedzić (zostawiając wodę, w której się moczyły!) i drobno posiekać. Odcedzić namoczone dzień wcześniej orzechy i migdały. Również drobno posiekać.

Do garnka wlać olej, dodać miód oraz sok z namoczonych bakalii i podgrzać. Dodać orzechy, migdały, rodzynki, daktyle, skórkę pomarańczową oraz siemię lniane. Wymieszać, po czym dodać mak i wymieszać ponownie. Odstawić.

Ciasto wyjąć z lodówki i wylepić nim natłuszczoną formę. Podpiec około 10 minut w temperaturze 190 stopni. Na podpieczony spód wyłożyć masę makową, wyrównać i piec jeszcze godzinę w 180 stopniach.

Gotowe ciasto wystudzić.

Masę marcepanową rozwałkować, wykrawać z niej gwiazdki i układać na wierzchu tarty.





Tofurnik, czyli sernik z tofu, to już klasyka wegańskich ciast. Postanowiłam nadać mu świąteczny charakter, wzbogacając go o pomarańcze. Spód to miękkie, intensywnie czekoladowe brownie z piernikowym posmakiem, a całość wieńczy polewa czekoladowa na bazie masła kokosowego. Efekt przerósł moje oczekiwania :) Polecam nie tylko na Święta :)


Pomarańczowy tofurnik na spodzie brownie

Składniki:
spód
70 g gorzkiej czekolady
50 g cukru
30 g oleju
60 g mąki
1 łyżka mielonego siemienia lnianego + 2 łyżki ciepłej wody
1 łyżeczka przyprawy do piernika

wierzch
700 g tofu
1/2 cytryny - sok
1 pomarańcza - skórka + sok
1/2 szklanki mleka sojowego
2/3 szklanki brązowego cukru
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
4 łyżki skrobi kukurydzianej

polewa
30 g gorzkiej czekolady
1 łyżeczka masła kokosowego

Przygotować spód. Mielone siemię lniane namoczyć w wodzie i pozostawić na kilka minut, by spęczniało. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej.
Wymieszać olej i cukier. Dodać lekko przestudzoną czekoladę i ponownie wymieszać. Połączyć z mąką i przyprawą do piernika. Na koniec dodać namoczone siemię i wymieszać. Tak przygotowaną masą wyłożyć spód tortownicy o średnicy 23 cm (może być mniejsza). Piec 10-15 minut w temperaturze 170 stopni, aż na cieście utworzy się delikatna skorupka.

Tofu zmiksować wraz z sokiem z cytryny i pomarańczy za pomocą malaksera lub blendera. Dodać cukier i zmiksować ponownie. Dodać mleko sojowe, ekstrakt waniliowy, otartą skórkę z pomarańczy i wymieszać. Na koniec wymieszać ze skrobią kukurydzianą. Otrzymaną masę wylać na podpieczony spód i piec godzinę w temperaturze 180 stopni.

Gdy ciasto wystygnie, przygotować polewę. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, dodać masło kokosowe i tak otrzymaną polewą udekorować ciasto (ja dekorowałam za pomocą foliowego woreczka z odciętym rożkiem).

Gotowy tofurnik schłodzić przed podaniem. Przechowywać w lodówce.





Pierogi z soczewicą weszły do naszego menu kilkanaście lat temu, jeszcze zanim rozpoczęłyśmy swoją wegetariańską przygodę i zanim prawdziwie rozsmakowałyśmy się w roślinach strączkowych. Wycięty z jakiejś gazety przepis służył nam przez bardzo długi czas. W miarę jak poznawałyśmy tajniki zdrowej kuchni, zmieniałam recepturę na ciasto, wzbogacając je o mąkę pełnoziarnistą. Tym razem postanowiłam całkowicie wykluczyć z przepisu mąkę pszenną i zastąpić ją orkiszową. Efekt - rewelacyjny! Ciasto orkiszowe równie dobrze się wyrabia i wałkuje, zaś jego smak jest dużo lepszy niż smak tradycyjnego pszennego ciasta i do soczewicowego nadzienia pasuje idealnie.
Jeśli o nadzieniu mowa, od początku korzystam z tej samej receptury, bo jest prosta, a zarazem gwarantuje wyśmienity efekt, soczewicy nie trzeba bowiem nic więcej prócz smażonej cebulki i kilku przypraw. Dla urozmaicenia stworzyłam także drugą wersję farszu - soczewicowo-pieczarkową, która nie ustępuje w niczym swojej poprzedniczce.
Nie znam nikogo, kto nie lubi pierogów i jestem pewna, że także orkiszowa wersja z soczewicą przypadnie Wam do gustu :)


Pierogi z soczewicą

Składniki:
na ciasto
350 g mąki orkiszowej pełnoziarnistej (użyłam 2000)
150 g mąki orkiszowej jasnej (użyłam 650)
250 g bardzo ciepłej wody
1 łyżka oliwy z oliwek
1 płaska łyżeczka soli

Do miski wsypać mąki i sól, wymieszać. Dodać oliwę oraz wodę i wyrobić gładkie, elastyczne ciasto. Odstawić je na 15 minut pod przykryciem. Następnie cienko rozwałkować, wycinać koła, napełniać farszem i sklejać.
Pierogi wrzucać do osolonej, wrzącej wody i gotować kilka minut od wypłynięcia.

na farsz
wersja I
300 g zielonej soczewicy
2 cebule
1 łyżeczka majeranku
1 łyżeczka kminku mielonego
1 łyżeczka kuminu
pieprz
sól
olej do smażenia

Soczewicę wrzucić do garnka i wlać tyle wody, aby sięgała na 2 cm powyżej poziomu soczewicy. Zagotować i mieszając od czasu do czasu gotować około 40 minut, aż ziarna soczewicy zaczną się rozpadać. Jeżeli w międzyczasie soczewica zacznie przywierać do dna garnka, dolać trochę wody.

Cebulę drobno posiekać i usmażyć na rumiano.

Ugotowaną soczewicę wymieszać z cebulką oraz przyprawami.

wersja II 
150 g zielonej soczewicy
0,5 kg pieczarek
1 cebula
1 łyżeczka majeranku
1 łyżeczka kminku mielonego
1 łyżeczka kuminu
1 łyżka mielonego siemienia lnianego
pieprz 
sól
olej do smażenia

Soczewicę ugotować tak samo jak w wersji I.

Pieczarki umyć, zetrzeć na grubych oczkach i wrzucić na suchą patelnię. Dobrze odparować, po czym dodać olej i podsmażyć. Doprawić solą i pieprzem.

Cebulę drobno posiekać i usmażyć na rumiano.

Ugotowaną soczewicę zmiksować z pieczarkami, cebulką i przyprawami. Dodać siemię lniane (jeśli masa jest zbyt rzadka, można dodać więcej niż 1 łyżkę siemienia) i wymieszać.





Kiedy zaczęłam mówić o piernikowych ludzikach, koleżanka z Hiszpanii bardzo zdziwiła się, że tego typu wypieki są u nas popularne, była bowiem przekonana, że występują one tylko w amerykańskich filmach. Tymczasem ja co roku zdobię piernikowe ludziki, które mogą stanowić dekorację stołu, jak również świąteczne podarunki dla znajomych.
Ten przepis jest idealny, uzyskamy dzięki niemu elastyczne ciasto, które łatwo się zarabia i bardzo dobrze wałkuje, zaś gotowe pierniczki są naprawdę pyszne.
Piernikomania trwa jak co roku, ja zaś cieszę się, że tym razem i w jednym domu na samym południu Hiszpanii unosi się zapach tych korzennych ciasteczek...


Pierniczki wegańskie
na podst. przepisu z bloga Vegan Guinea Pig

Składniki:
2 szklanki mąki (może być razowa)
1/3 szklanki oleju
3/4 szklanki cukru
1/4 szklanki melasy
1/4 szklanki mleka roślinnego
1 łyżeczka sody
1/2 łyżeczki soli
1 łyżeczka przyprawy do piernika


W dużej misce wymieszać olej z cukrem. Dodać mleko i melasę i ponownie wymieszać.

W osobnej misce wymieszać mąkę wraz z sodą, solą i przyprawą do piernika. Całość dodać do miski z mokrymi składnikami, połączyć i wyrobić gładkie ciasto (najlepiej przy pomocy dłoni). Uformować z niego kulę, spłaszczyć, zawinąć w folię i schłodzić w lodówce minimum pół godziny (można pozostawić je w lodówce nawet do 3 dni).

Ciasto wyjąć z lodówki, wyłożyć na oprószoną mąką stolnicę i rozwałkować na grubość około 5 mm. Wycinać pierniczki i układać na wyłożonej papierem do pieczenia blasze.

Piec około 10-15 minut w temperaturze 180 stopni.

Wystudzone pierniczki można polukrować dla dekoracji. Najlepiej sprawdzi się tu gęsty lukier na bazie cukru pudru i bardzo niewielkiej ilości wody.

Pierniczki po upieczeniu szybko twardnieją. Należy przechowywać je w zamkniętym pojemniku, aby zmiękły.




Pierniczki to grudniowa tradycja. Co roku piekę ich mnóstwo, w kilku rodzajach. Wypróbowałam wiele przepisów na klasyczne pierniczki, jak również wersje z bakaliami, z nadzieniem, w polewie czy z czekoladą. Potrafię spędzić wiele godzin wycinając różne kształty i lukrując gotowe ciasteczka.
To moje pierwsze wegańskie pierniczki i szczerze przyznam, że smakują mi bardziej niż te, które piekłam w poprzednich latach. Zdaje się, że znikną, zanim zdążą zmięknąć :).


Pierniczki wegańskie
na podstawie tego przepisu

Składniki:
2 i 2/3 szklanki mąki
1 łyżeczka sody
2 łyżeczki przyprawy do piernika
1/2 łyżeczki soli
1/2 szklanki melasy (polecam melasę w płynie)
1/2 szklanki roztopionego oleju kokosowego
1/2 szklanki cukru demerara
1/4 szklanki mleka roślinnego

W jednej misce wymieszać mąkę z sodą, solą i przyprawą do piernika, zaś w drugiej melasę, olej kokosowy, cukier i mleko roślinne. Połączyć zawartość obu misek i wyrobić ciasto (najlepiej rękami). Uformować je na kształt dysku, zawinąć w folię i schłodzić w lodówce (można nawet pozostawić ciasto w lodówce na noc, jednak dzięki zawartości oleju kokosowego szybko ono twardnieje i staje się trudne do rozwałkowania, dlatego najlepiej chłodzić je nie dłużej niż 15-20 minut).
Stolnicę oprószyć mąką, wykładać na nią po kawałku ciasta i wałkować na grubość 5 mm. Wykrawać pierniczki i układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Piec około 10-15 minut w temperaturze 180 stopni.

Pierniczki zaraz po upieczeniu są miękkie, ale szybko twardnieją (choć nie aż tak, że nie da się ich jeść ;) ponadto doskonale smakują moczone w herbacie). Aby ponownie zmiękły, powinny być przechowywane w zamkniętym pojemniku.

Z podanego przepisu wyszły mi 4 blaszki pierników.





W ostatnim czasie nie było nas tu zbyt często. Połowa z nas (ja) była w rozjazdach, druga połowa (mama) była zapracowana i blog zszedł na dalszy plan.
Spędziłam blisko pół roku nad angielskim morzem, bez dostępu do kuchni i bez możliwości gotowania, w okolicy, która nie obfitowała w vege miejsca (choć trzeba przyznać, że w każdym angielskim pubie, barze czy restauracji zawsze jest przynajmniej jedna opcja wegetariańska, oznaczona w menu literką 'v').
O kuchni angielskiej trudno się rozpisywać, na palcach jednej ręki można bowiem policzyć potrawy, z których Anglicy mogą być dumni. Dumni mogą być jednak z zaopatrzenia w hipermarketach, które oferują szeroką gamę mlek roślinnych, hummusy w kilku smakach, gotowe guacamole, naprawdę smaczne zupy oraz wegańskie batoniki i ciastka.
Mimo tego brakowało mi domowych past do chleba, kasz, ciast, ale przede wszystkim brakowało mi gotowania i blogowania. Wiedziałam doskonale, co będę robić zaraz po powrocie do domu. Dziś rano wkroczyłam do kuchni i zaczęłam piec. Nie jeden rodzaj ciasteczek, nie dwa, ale od razu trzy. Między innymi ciasteczka imbirowe z melasą, które z pewnością przypadną do gustu miłośnikom imbirowego posmaku. Chrupiące na zewnątrz i miękkie w środku, w całości z mąki orkiszowej, z dodatkiem dobroczynnej melasy. Warto spróbować.


Orkiszowe ciasteczka imbirowe z melasą
na podst. tego przepisu

Składniki:
1 i 1/2 szklanki mąki orkiszowej (użyłam pół na pół 700 i 2000)
1 łyżka mielonego siemienia lnianego
2 łyżki ciepłej wody
1/4 szklanki oleju
1/4 szklanki cukru
3 łyżki melasy
1 łyżeczka sody
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki mielonego imbiru
1/4 łyżeczki cynamonu
1/4 łyżeczki mielonych goździków
2 łyżeczki startego korzenia imbiru

Siemię lniane wymieszać z wodą i odstawić na 5 minut.
W misce połączyć olej, cukier, melasę oraz namoczone siemię i dobrze wymieszać. W osobnym naczyniu wymieszać mąkę, sodę, sól i przyprawy. Zawartość obu naczyń połączyć, dodać korzeń imbiru i wyrobić (w razie potrzeby dodać trochę oleju lub wody; nie musi to być idealnie gładkie ciasto, będzie się trochę rozpadać).

Formować niewielkie ciasteczka, spłaszczać i układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Piec około 15 minut w 180 stopniach.