W tym sezonie dominować będzie fiolet. Projektanci prześcigają się w pomysłach na okrycia wierzchnie w tym kolorze i stawiają na odważne połączenia z czerwienią i zielenią. W kąt idzie monotonia i szaro-bure stroje przypominające o jesiennych słotach. Często występują motywy nawiązujące wyraźnie do darów natury. Choć stawiamy na kolor, zwolennicy klasycznej czerni i bieli także znajdą tu coś dla siebie. Poszukiwacze dobrego smaku również nie powinni być zawiedzeni.


Czarno-biały ryż z grillowanym tofu w miseczkach z czerwonej kapusty

Składniki:
1/2 szklanki czarnego ryżu
1/2 szklanki białego ryżu
1/2 kostki tofu
2 plasterki grillowanej papryki
kilka pomidorków koktajlowych
1/2 awokado
kilka niewielkich liści czerwonej kapusty

marynata do tofu:
2 łyżeczki musztardy francuskiej
2 łyżki oliwy
1 łyżka soku z cytryny
świeże oregano i/lub bazylia
1/4 łyżeczki płatków chili

Przygotować marynatę do tofu, mieszając ze sobą wszystkie składniki. Tofu pokroić na około półcentymetrowe plasterki. Posmarować z obu stron marynatą i zostawić na pół godziny.

Czarny i biały ryż ugotować na sypko (w osobnych garnkach). Ugotowane ryże wymieszać ze sobą i wystudzić.

Tofu zgrillować na patelni z obu stron. Pokroić na podłużne paski. Paprykę i awokado pokroić na plasterki.

Do liści kapusty nakładać po kilka łyżek ryżu, na wierzchu ułożyć tofu, paprykę, pomidorki i awokado. Udekorować szczypiorkiem i oregano.




Kasza jaglana nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Kiedyś to jaglanka była dla mnie szczytem sprytu. Delektując się rano kaszą gotowaną w mleku, z dodatkiem owoców, czułam dumę, że obeszłam system, zdeklasowałam płatki owsiane (choć absolutnie nic do nich nie mam) i ogólnie zgłębiłam wszystkie sekrety jagły. Trwało to jednak nadzwyczaj krótko, bo zaraz potem odnalazły mnie przepisy na jaglane koktajle, placki, budynie, tarty i brownie. I całe szczęście. Dziś częściej myślę w kategoriach "jak coś zamienić, by stało się jaglane", choć wiem, że jeszcze wiele jest do odkrycia.

Ostatnio na blogach zapanowała moda na jaglane serniki. Zazwyczaj staram się nie powielać przepisów, które są już na dziesiątkach blogów, choć nie mam nic przeciwko blogowym modom. Jeśli na piętnastym z rzędu blogu odnajduję tofucznicę, to w ogóle mnie to nie dziwi, bo zwyczajnie jest pyszna i jej obecność na piętnastu blogach jest w pełni uzasadniona. Jeśli widzę, że serca blogerów podbija jaglany sernik, to decyduję się go zrobić, bo wiem, że musi mieć w sobie coś. A potem okazuje się, że ma w sobie bardzo duże coś i zwyczajnie czuję, że powinien się znaleźć i na moim blogu.


Sernik jest idealnie gładki i ma kremową konsystencję, zaś jego słodycz łagodzi porzeczkowa galaretka. Sezon na porzeczki niestety już na nami, ale z powodzeniem można zastąpić je malinami.

Jaglany sernik na zimno z galaretką porzeczkową

Składniki:
spód
2 szklanki kaszy jaglanej
6 szklanek wody
2 szklanki mleka kokosowego
2 łyżki agar agar
1/2 szklanki cukru
2 łyżki śmietany kokosowej
1 łyżeczka ekstraktu lub pasty z nasion wanilii

wierzch
700 g czarnych porzeczek
1/4 szklanki cukru
2 łyżeczki agar agar

W garnku zagotować 6 szklanek wody. Kaszę dobrze wypłukać na sitku, po czym przelać wrzącą wodą. Wrzucić do wody i gotować, aż wchłonie cały płyn i stanie się bardzo miękka.

W międzyczasie do innego garnka wlać mleko kokosowe, dodać agar agar i zagotować. Pogotować parę minut, cały czas mieszając.

Ugotowaną, gorącą kaszę połączyć z mlekiem, cukrem, śmietaną i wanilią. Zmiksować na gładką masę. Przełożyć do tortownicy o średnicy 23 cm, wyrównać i włożyć do lodówki.

Szklankę porzeczek odłożyć, zaś resztę umieścić w garnku i gotować z cukrem, aż puszczą sok. Przetrzeć przez sito, aby pozbyć się pestek i skórek. Płynną część ponownie zagotować, dodając agar agar.
Lekko przestudzić, uważając, by galaretka nie stężała całkowicie (będzie się to działo szybko).

Na jaglanym spodzie ułożyć odłożone wcześniej porzeczki. Całość zalać tężejącą galaretką i ponownie włożyć do lodówki, do całkowitego stężenia.