Nieważne, ile potraw znajdzie się dziś na stole i ile centymetrów ma choinka.
Spędźmy te Święta tak, jak chcemy, jak czujemy, a magiczną atmosferę tego wieczoru zachowajmy w sobie na cały przyszły rok, bo każdy dzień jest świętem.
Wesołych!


Ciasto drożdżowe z żurawiną

Składniki:
ciasto
3 i 1/2 szklanki mąki
2 łyżeczki suszonych drożdży
1/3 szklanki cukru
1/3 szklanki oleju
1 szklanka mleka roślinnego
szczypta soli

nadzienie
150 g świeżej żurawiny
garść rodzynek
garść suszonej żurawiny
1/4 szklanki cukru
1/2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki imbiru
1/4 łyżeczki zmielonych goździków
kilka łyżek rumu
1/4 szklanki wody
50 g gorzkiej czekolady

Do miski przesiać mąkę, wymieszać z drożdżami, cukrem i solą. Wlać olej oraz mleko i wyrobić gładkie ciasto. Przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na około 1,5 godziny.

W międzyczasie do garnka włożyć żurawinę świeżą, suszoną, rodzynki, cukier i przyprawy. Wlać wodę i gotować, aż żurawina zmięknie. Na koniec dodać rum, jeszcze chwilkę pogotować i odstawić do przestygnięcia.

Czekoladę drobno posiekać.

Wyrośnięte ciasto ponownie krótko wyrobić i rozwałkować na prostokąt o wymiarach 25 x 50 cm. Równomiernie rozsmarować na nim żurawinowe nadzienie, pozostawiając brzegi nieposmarowane. Posypać posiekaną czekoladą. Zwinąć w roladę wzdłuż dłuższego boku. Przekroić wzdłuż na pół i spleść ze sobą powstałe części. Mniej więcej tak, jak pokazano tutaj (klik), tyle że nie zawijać na koniec w koło.
Ciasto przełożyć do wyłożonej papierem do pieczenia keksówki o długości 25 cm i pozostawić na pół godziny do wyrośnięcia.

Piec około 40-50 minut w 180 stopniach.

Na postawie tego przepisu




Grudzień ma w sobie tyle uśmiechu, kolorowych lampek i niespodzianek. I nawet nie przeszkadza mi za bardzo tłum ludzi w sklepach i fakt, że trzeba pamiętać o rękawiczkach. Pomyśleć, że dokładnie rok temu zwiedzałam świąteczny jarmark, ciągnący się wzdłuż Pól Elizejskich i pijąc grzane wino, ze wzgórza Montmartre podziwiałam panoramę Paryża, zaś świat wydał mi się niesamowicie piękny, zapewne nie tylko za sprawą wina.


Grudzień, jak żaden inny miesiąc, kojarzy mi się z pieczeniem. Sprawia, że mam ochotę upiec wszystko - kruche ciasteczka z kolorowym lukrem, pierniczki w pięciu rodzajach, ciasta pełne bakalii, maku i korzennych przypraw.
Dokupuję daktyle, suszone śliwki i pudełeczko świeżej żurawiny. Pan przy kasie okiem eksperta bada moje zakupy i wyrokuje: Będą wypieki. Gratuluję mu trafnego spostrzeżenia, a on dodaje:
- A bo jestem z wykształcenia cukiernikiem.
Na co odpowiadam bez namysłu:
- A ja z zamiłowania.


Ciasto żurawinowo-pomarańczowe

Składniki:
500 g mąki
270 g brązowego cukru
2 płaskie łyżeczki sody
szczypta soli
140 g oleju
1 duża pomarańcza (sok + otarta skórka)
1 szklanka mleka roślinnego
2 łyżki octu jabłkowego
1 łyżeczka cynamonu
1/2 łyżeczki mielonego imbiru
1/4 łyżeczki mielonych goździków
szczypta mielonej gałki muszkatołowej
200 g świeżej żurawiny

Mąkę przesiać przez sitko razem z sodą. Dodać cukier, sól, cynamon, imbir, goździki, gałkę muszkatołową i wymieszać.

W osobnym naczyniu połączyć (najlepiej za pomocą trzepaczki) olej, sok, skórkę z pomarańczy, mleko i ocet jabłkowy.

Zawartość obu naczyń dobrze wymieszać, dodać świeżą żurawinę i wymieszać ponownie. Jeśli ciasto będzie zbyt zwarte, można dodać jeszcze odrobinę mleka.

Formę o średnicy 26 cm posmarować olejem, wysypać drobno zmielonymi otrębami i wyłożyć do niej ciasto.

Piec około godziny w 180 stopniach, do suchego patyczka.

Kroić po całkowitym wystudzeniu. Najlepiej smakuje na drugi dzień. Albo nawet na trzeci :).





Lubię te dni, kiedy zmarznięte dłonie ogrzewa się przy kominku, gotuje się herbatę z dużą ilością plasterków świeżego imbiru, a na obiad najlepiej sprawdza się gulasz, dający ciepło od wewnątrz. Błogosławię Chińczyków za przemianę metalu i dorzucam więcej kolendry, imbiru i chili. I jarmużu, bo to jedyne warzywo, które rośnie jeszcze w ogrodzie. Nie ukrywam, że ja i jarmuż to nie była miłość od pierwszego wejrzenia, ale jakoś się docieramy. Wiem, że lubi się z dynią i strączkami. I że miska takiego gulaszu jest dokładnie tym, czego trzeba zimą.


Jako dodatek polecam bezglutenowe naleśniki z mąki ciecierzycowej, będące cieńszą wersją ciecierzycowego placka, który pojawił się jakiś czas temu na blogu (klik). Mają oryginalny posmak, są delikatne, z chrupiącymi brzegami i pasują idealnie do wszystkich wytrawnych dań.

Gulasz z dyni, czarnej soczewicy i jarmużu

Składniki:
1/2 dyni hokkaido
1/2 szklanka czarnej soczewicy
kilka dużych liści jarmużu
1 szalotka
1/2 łyżeczki mielonego kminku
1/2 łyżeczki kuminu
1/2 łyżeczki imbiru
1/2 łyżeczki mielonej kolendry
szczypta chili
szczypta gałki muszkatołowej
sól
1 łyżka oliwy

Soczewicę ugotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu.

Dynię obrać i pokroić w kostkę. Szalotkę drobno posiekać. Do garnka wlać oliwę, dodać szalotkę i zeszklić. Dodać dynię, podlać lekko wodą i dusić, aż dynia będzie miękka.

Dodać ugotowaną soczewicę i poszarpane na niewielkie kawałki liście jarmużu (bez najgrubszego nerwu). Doprawić kminkiem, kuminem, imbirem, kolendrą, chili, gałką muszkatołową i solą.


Naleśniki ciecierzycowe

Składniki:
1 i 1/2 szklanki mąki z ciecierzycy
1 i 3/4 szklanki wody
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka płatków chili
olej do smażenia

Do miski wsypać mąkę, wymieszać z solą i płatkami chili. Dodać wodę i energicznie mieszać trzepaczką, aż masa będzie idealnie gładka. Jeśli ciasto będzie za gęste, dodać trochę więcej wody.

Patelnie rozgrzać i delikatnie natłuścić olejem, najlepiej przy pomocy ręcznika papierowego. Wylewać chochelką porcje ciasta, równo rozprowadzając po patelni. Smażyć z obu stron, aż lekko się zrumienią.