Grudzień był trochę polski, a trochę angielski. Obserwowałam, jak nad Tamizą zapada zmrok, a każde ozdobione kolorowymi lampkami drzewo i każdy rozświetlony stragan wzdłuż The Queen's Walk przypominały o zbliżających się Świętach. Można było zaopatrzyć się w dekoracje do domu, najrozmaitsze fudge, spróbować świątecznych napoi i najeść się do syta, by następnie posłuchać muzyków, grających na ulicy lub łapać mydlane bańki. Angielski grudzień nabrał smaku pieczonych kasztanów i grzanego cydru spiced apple.
To właśnie korzenne przyprawy najlepiej podkreślają charakter zimowych wypieków, dlatego też powstał ten tort - puszysty i wilgotny, z wyczuwalną nutą cynamonu, imbiru i goździków, przekładany delikatnym kokosowym kremem i przełamany kwaskowatymi powidłami śliwkowymi. Idealny.


Tort piernikowy z powidłami śliwkowymi i kremem kokosowym

Składniki:
ciasto
3,5 szklanki mąki
1,5 szklanki cukru
2 łyżeczki sody
szczypta soli
4 łyżeczki mielonego cynamonu
2 łyżeczki mielonego imbiru
1 łyżeczka mielonego ziela angielskiego
1 łyżeczka mielonych goździków
1 łyżeczka mielonej gałki muszkatołowej
4 nieduże jabłka
1 szklanka gorącej wody
1 szklanka oleju

krem
2 puszki mleka kokosowego (schłodzonego uprzednio w lodówce przez min. 24 h)
6 łyżek cukru pudru

dodatkowo
1 słoiczek powideł śliwkowych

do dekoracji
mielone orzechy włoskie
czekolada
cynamon

Mąkę przesiać do miski, wymieszać z sodą, solą, cukrem i przyprawami.

Jabłka obrać i zetrzeć na tarce na mus lub zblendować. Dodać gorącą wodę i olej, dobrze wymieszać. Składniki suche połączyć z mokrymi, ponownie wymieszać i odstawić na kilkanaście minut.

Piekarnik rozgrzać do 180 stopni. Tortownicę o średnicy 20 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Ciasto podzielić na 4 części. Pierwszą część przełożyć do tortownicy, równo rozprowadzić i piec około 15-20 minut, do suchego patyczka. Podobnie postąpić z pozostałymi częściami ciasta.

Gdy blaty całkiem wystygną, można przełożyć je kremem. Stałą część mleka kokosowego przełożyć do miski, dodać cukier puder i ubijać mikserem kilka minut, aż masa stanie się puszysta.

Na paterze ułożyć pierwszy blat ciasta, posmarować cienką warstwą powideł, a następnie 4-5 łyżek kremu i równomiernie rozprowadzić. Przykryć kolejnym blatem, nałożyć powidła, krem itd. Na koniec obłożyć kremem boki ciasta i obsypać je mielonymi orzechami. Wierzch tortu można udekorować cynamonem i wzorkami z czekolady.

Smaczego!





Uwielbiam drożdżowe ciasto. W pełni oddaję się jego zagniataniu, uwielbiam jego plastyczność, podatność, możliwość nadawania mu dowolnych kształtów. Niezwykle jest patrzeć jak rośnie, jak zaskakuje formą.
Te paszteciki to zarówno idealne drożdżowe ciasto wegańskie, bogate, pyszne nadzienie, świetny dodatek do czerwonego barszczu. Smakują idealnie z pieczarkami, ale także z kapustą. Godne polecenia nie tylko na Święta.



Paszteciki z pieczarkami

Składniki:
ciasto
560 g mąki pszennej
20 g świeżych drożdży
50 g oleju
350 g letniego mleka roślinnego
1/2 łyżki cukru
2 łyżeczki soli

farsz
700 g pieczarek
2 średnie cebule
1 kajzerka
1/2 szklanki mleka roślinnego
1 łyżeczka majeranku
1 łyżeczka tymianku
1 łyżeczka mielonego kminku
sól 
pieprz
olej do smażenia

Drożdże pokruszyć do miseczki, posypać cukrem, łyżką mąki. Z 350 g letniego mleka odlać pół szklanki, dodać do drożdży, dobrze wymieszać, przykryć ściereczką i pozostawić na 15 minut w ciepłym miejscu, aż drożdże zaczną się pienić.

Mąkę przesiać do dużej miski, wymieszać z solą. Dodać spienione drożdże, olej i pozostałą część mleka. Zarobić gładkie, elastyczne ciasto, przykryć i pozostawić do wyrośnięcia na około 1,5 h, aż ciasto podwoi objętość.

W międzyczasie przygotować farsz. Kajzerkę namoczyć w mleku. Cebulę pokroić w drobną kostkę i zrumienić.
Pieczarki umyć, zetrzeć na tarce, na grubych oczkach. Przełożyć na suchą patelnię i dusić, aż całość odparuje. Wlać olej i podsmażyć. Zdjąć z patelni, miksować na gładko wraz z namoczoną bułką. Dodać cebulę, przyprawy i wymieszać. Pozostawić do wystudzenia.

Wyrośnięte ciasto ponownie zarobić, podzielić na pół. Pierwszą połowę przełożyć na podsypaną mąką stolnicę i rozwałkować na prostokąt o grubości 0,5 cm. Ciasto przekroić wzdłuż na dwie równe części. Na każdy w powstałych w ten sposób prostokątów wyłożyć 1/4 farszu, układając go na środku, wzdłuż całego prostokąta. Boki ciasta zawinąć do środka, tworząc rulonik. Kroić po skosie na małe paszteciki, układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i pozostawić pod przykryciem do wyrośnięcia na pół godziny.
Podobnie postąpić z pozostałą częścią ciasta.

Piec 20 minut w piekarniku rozgrzanym do 210 stopni.

Przed pieczeniem paszteciki można posmarować wodą z gotowanego siemienia (opis wykonania - klik) i posypać makiem, sezamem, kminkiem i czarnuszką.

Smacznego!




Późna jesień to pies, który grzeje zziębnięte łapy przy kominku, to zapach orzechowych ciasteczek i dzień, który za szybko się kończy. To książka, od której nie można się oderwać, puszyste skarpety, ciepła herbata, kot, który przesypia cały dzień w ciepłej pościeli i ostatnie dynie z ogrodu.
Wydobywam spod śniegu dzielnie trzymające się gałązki szałwii i rozmarynu. Na przekór zimie prezentuję jeszcze jedno danie w barwach jesieni. To dwukolorowe ravioli - żółte, z kurkumą oraz pomarańczowe, o delikatnie pomidorowym smaku. Nadziewane pyszną dynią hokkaido, odżywczą soczewicą i niezastąpionym tofu, podane z chrupiącymi listkami szałwii. Polecam tak, jak nigdy dotąd.


Dwukolorowe ravioli z farszem z dyni, soczewicy i tofu

Składniki:
ciasto
600 g mąki pszennej typ 500
300 ml gorącej wody
2 łyżki oleju
1 płaska łyżeczka soli
1 łyżeczka kurkumy
3 łyżeczki koncentratu pomidorowego

farsz
300 g upieczonej dyni (waga bez skórki)
1/2 szklanki soczewicy
1 kostka tofu (170 g)
2 łyżki zmielonego siemienia lnianego
1/2 łyżeczki imbiru
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki tymianku
1/4 łyżeczki kuminu
1/4 łyżeczki kurkumy
szczypta chili
pieprz
sól

do podania
kilka listków szałwii
olej
wegański żółty ser
grubo mielony pieprz czarny 

Mąkę wysypać na stolnicę, wymieszać z solą i kurkumą. W środku zrobić dołek, wlać olej, wodę i zagnieść elastyczne ciasto. Jeżeli decydujemy się na dwukolorowe pierożki, lepiej od razu podzielić składniki na dwie części i do jednej z nich dodać koncentrat pomidorowy, gdyż bardzo trudno będzie połączyć go z gotowym ciastem. Jeśli wyrabiamy ciasto w maszynie, można wrzucić od razu wszystkie składniki (oprócz koncentratu), następnie podzielić ciasto na dwie części, jedną z nich umieścić ponownie w maszynie, dodać koncentrat i ponownie wyrobić (ciasto zrobi się trochę rzadsze, więc w razie potrzeby dodać więcej mąki).

Soczewicę ugotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Dobrze odparować, by nie była zbyt rzadka. Zmiksować z dynią, tofu i przyprawami. Dodać siemię lniane i wymieszać.

Każdą część ciasta cienko rozwałkować na kształt prostokąta, a następnie podzielić go wzdłuż na 3 części. Każdą z tych części podzielić w wyobraźni wzdłuż na pół. Na górnej części układać w kilkucentymetrowych odstępach po łyżeczce farszu, po czym złożyć tak, aby dolna część całkowicie przykryła górną. Ciasto zlepić dokładnie wokół farszu, po czym wykrawać kwadratowe pierożki i dodatkowo zlepiać boki za pomocą widelca, tworząc wzorek.
Gotować kilka minut w osolonej wodzie.

Podawać z uprażonymi na oleju listkami szałwii, z wegańskim żółtym serem i świeżo zmielonym pieprzem.

Smacznego!






Wierzcie lub nie, ale po raz pierwszy spróbowałam batatów w... sushi. Minęło trochę czasu, zanim zorientowałam się, że można wykorzystać je także na inne sposoby (choć ten pierwszy był genialny!), że z powodzeniem mogą zastąpić ziemniaki, choć smakiem bliżej im do dyni; że mają zwartą konsystencję, umożliwiającą lepienie z nich kopytek i burgerów i w końcu, że warto je upiec, nafaszerować kaszą quinoa, jarmużem, rodzynkami i polać sosem śmietanowo-limonkowym.


Bataty faszerowane quinoa z jarmużem, rodzynkami i sosem śmietanowo-limonkowym

Składniki:
2 duże bataty
1/2 szklanki quinoa
pęczek jarmużu
garść rodzynek
1 mała cebula
1 ząbek czosnku
szczypta chili
sól
oliwa

sos śmietanowo-limonkowy
1/2 szklanki mleka sojowego
1/3 szklanki oleju
1 łyżeczka octu
1 ząbek czosnku
sok i skórka z połowy limonki
sól
pieprz

Bataty przekroić wzdłuż na pół, posmarować oliwą i piec w 220 stopniach, aż będą całkowicie miękkie (ok. 1h).

W międzyczasie przygotować śmietanę. Do kielicha blendera wlać mleko, dodać ocet i sól. Miksować kilka minut, dodać olej i miksować dalej, aż całość zgęstnieje. Wstawić do lodówki na 20 minut, by śmietana dodatkowo zgęstniała.
Odmierzyć 1/4 szklanki śmietany (resztę wykorzystać do innych potraw), dodać przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku, sok i skórkę z limonki. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Ponownie wstawić do lodówki.

Przygotować farsz. Ugotować quinoę zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Na patelni zeszklić drobno pokrojoną cebulę i czosnek. Jarmuż poszarpać na niewielkie kawałki, usuwając twarde łodyżki. Dodać na patelnię, lekko podlać wodą i poddusić. Dodać ugotowaną quinoę, rodzynki i wszystko razem wymieszać, doprawić solą do smaku.

Z upieczonych batatów wydrążyć środek, pokroić go na niewielkie kawałki i dodać do farszu.

Nadziewać bataty, polać sosem i od razu podawać.




Japończycy mają w swoim języku słowo opisujące promienie słoneczne, które przebijają się przez drzewa, potrafią jednym słowem określić rzecz, którą zostawiło się w pociągu i wiedzą, że to, co powoduje, że chce im się wstać z łóżka każdego ranka, również ma swoją nazwę.
Zastanawiam się, czy potrafiliby jednym słowem zdefiniować, jak po kuchni roznosi się zapach świeżego drożdżowego ciasta i czeka się z niecierpliwością, by choć trochę przestygło (nigdy nie całkiem!), a potem wkłada się do ust miękkie kawałki o cynamonowym aromacie.
Jednym słowem na pewno łatwiej byłoby to opisać, a każdy wielbiciel drożdżowego ciasta w lot pojąłby, o co chodzi.
Z drugiej strony, jakaż do przyjemność, móc zestawić ze sobą kilka słów: zagniatanie, wyrastanie, obserwowanie, pieczenie, wąchanie, smakowanie.
Wynikiem tej receptury może być tylko japońskie ukiyo, czyli życie chwilą.


Dyniowe bułeczki drożdżowe z cynamonem

Składniki:
2 szklanki mąki pszennej
1 opakowanie suchych drożdży (7 g)
1/4 szklanki cukru
1/3 szklanki puree dyniowego
1/3 szklanki mleka roślinnego
2 łyżki oleju
szczypta soli
1 łyżeczka cynamonu 
1/4 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
1/4 łyżeczki mielonych goździków
1/4 łyżeczki mielonego imbiru

nadzienie
1/4 szklanki brązowego cukru
2 łyżeczki cynamonu

lukier
1/2 szklanki cukru pudru
2 łyżki wrzątku

Mąkę wymieszać z drożdżami, cukrem, solą i pozostałymi przyprawami. Mleko lekko podgrzać w garnuszku.
Do mąki dodać purre dyniowe, podgrzane mleko, olej i zarobić gładkie, elastyczne ciasto.
Wyrobione ciasto posmarować olejem, przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na około 1,5 h.

Wyrośnięte ciasto wyjąć z miski przełożyć na podsypaną mąką stolnicę i rozwałkować na kwadrat o boku około 35 cm.
Równomiernie posypać cukrem i cynamonem, pozostawiając brzegi ciasta nieposypane. Ciasto zrolować, a następnie pokroić na 8 równych części. Wszystkie części ułożyć w formie nacięciem do góry, przykryć ściereczką i pozostawić do wyrośnięcia na kolejne 40 minut.

Piec 25 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.

Gdy upieczone ciasto ostygnie, można przyozdobić je lukrem. Do cukru wlać wrzątek i energicznie wymieszać. Jeśli lukier jest zbyt gęsty lub nie cały cukier się rozmieszał, dodać odrobinę wrzątku więcej (choć im mniej, tym bardziej biały będzie lukier).

Smacznego!




Wieczory są teraz od czytania książek, palenia zapachowych świec i robienia herbaty z malinowym sokiem.
Mogę w końcu nosić ulubiony gruby szalik, szurać po dywanie z pożółkłych liści i obmyślać, jak tym razem wykorzystać dynię.
Najbardziej oczywistym rozwiązaniem jest tu zupa. Ta z dyni smakuje cudownie zarówno w wersji słodkiej - z cynamonem i mlekiem kokosowym - jak i z ostrymi przyprawami. Dodaję ukochaną kolendrę, kurkumę i szczyptę chili. Jest jesiennie, rozgrzewająco i pysznie.


Orientalny krem dyniowo-marchewkowy

Składniki:
1 niewielka dynia (u mnie hokkaido)
2 marchewki
1 cebula
1 łyżeczka mielonej kolendry
1 łyżeczka mielonego kminku
2 łyżeczki curry
1/2 łyżeczki kurkumy
1/2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki imbiru
2 liście laurowe
szczypta chili
sól
oliwa do smażenia

Dynię, marchewkę i cebulę obrać. Dynię pokroić w kostkę, marchewkę w plasterki, cebulę posiekać.

W garnku rozgrzać oliwę, dodać cebulę i wszystkie przyprawy (oprócz soli). Chwilę podsmażać, aż cebula się zeszkli. Dodać dynię i marchewkę. Dalej podsmażać, mieszając, aby warzywa pokryły się oliwą i przyprawami. Wlać tyle wody, by warzywa były przykryte, osolić i zagotować. Gotować do momentu, aż warzywa całkowicie zmiękną.

Wyjąć liście laurowe i zmiksować zupę, aby stała się całkowicie gładka. Pogotować jeszcze kilka minut, doprawić do smaku solą i pieprzem.

Smacznego!






Cieszy mnie niezmiernie fakt, że burgery przestają być postrzegane jako typowe danie fastfoodowe, za to zaczyna tworzyć się wokół nich sztuka kulinarna. Otwierają się burgerownie, które prześcigają się w pomysłach na oryginalne kanapki z kotletem i które - co istotniejsze - nie zapominają o roślinożernej części społeczeństwa.

Kiedy kilka lat temu miałam okazję spróbować w Anglii wege burgera z wielkim grzybem portobello, rukolą i zielonym pesto, nasz burgerowy przemysł dopiero raczkował. Dziś na szczęście mamy nie tylko wege opcje w knajpach z burgerami, ale przede wszystkim pojawiają się wegańskie miejsca, oferujące burgery z tofu, seitanem, kotletami jaglanymi, fasolowymi, falafelami i czym tylko dusza zapragnie.

Burgery to uniwersalny pomysł na obiad, kolację, imprezę czy grilla. Ich wygląd i smak zależy wyłącznie od naszej fantazji, zatem do dzieła!


Burgery pieczarkowo-jaglane z konfiturą z czerwonej cebuli

Bułki hamburgerowe

Składniki:
3 szkl. mąki pszennej typ 650
1 szkl. mąki orkiszowej typ 2000
3 płaskie łyżeczki drożdży
1 szkl. mleka roślinnego
80 g oleju roślinnego
1 łyżka miodu z mniszka/syropu klonowego
3/4 łyżeczki soli

wierzch

2 łyżki sezamu
2 łyżki siemienia lnianego
1/2 szklanki wody

Mąki wsypać do miski, wymieszać z solą i drożdżami. Wlać mleko, olej i miód/syrop, wyrobić gładkie, elastyczne ciasto. Przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na około 1-1,5 h.


W międzyczasie do garnka wlać 1/2 szklanki wody, dodać siemię lniane, zagotować i gotować, aż siemię zgęstnieje i utworzy się "glut" ;), konsystencją przypominający białko jaja.


Następnie ciasto ponownie zarobić i podzielić na 12 równych części. Z każdej uformować bułeczkę i ułożyć na wyłożonej papierem do pieczenia blasze. Bułeczki pozostawić pod przykryciem do wyrośnięcia na pół godziny. Każdą posmarować powstałym z gotowania siemienia płynem i posypać sezamem. 

Piec 25 minut w 190 stopniach.


Burgery pieczarkowo-jaglane

Składniki:
1/2 szklanki kaszy jaglanej
500 g pieczarek
1 łyżeczka majeranku
1/2 łyżeczki tymianku
1/2 łyżeczki mielonego kminku
2 łyżki sosu sojowego
sól
pieprz
1/4 szklanki mąki kukurydzianej
otręby do panierowania
olej do smażenia

Kaszę ugotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Pieczarki zetrzeć na grubych oczkach, wrzucić na suchą, rozgrzaną patelnię, aby puściły wodę, po czym całkowicie odparować, dodać kilka łyżek oleju i podsmażyć.
Ugotowaną kaszę wymieszać z pieczarkami, dodać przyprawy i zblendować na gładko. Dodać mąkę kukurydzianą, wymieszać.
Formować burgery, obtaczać w otrębach i smażyć z obu stron na rumiano.

Konfitura z czerwonej cebuli

Składniki:
300 g czerwonej cebuli
20 g brązowego cukru
40 ml octu balsamicznego
1/2 łyżeczki tymianku
pieprz 
sól
olej do smażenia

Na patelni rozgrzać olej. Cebulę obrać, pokroić w piórka, wrzucić na patelnię i zeszklić. Dodać cukier, tymianek, sól i pieprz. Podsmażać na bardzo małym ogniu, aby cebula nie zaczęła się przypalać - powinna się dusić około 30 minut. Gdy będzie miękka, dodać ocet balsamiczny i dusić jeszcze kilka minut.
W razie potrzeby doprawić solą i pieprzem.

***

Burgery podawać można z dowolnymi dodatkami - u mnie sałata, roszponka, pomidor, musztarda i majonez sojowy.

Smacznego!






Agrest przywołuje wspomnienia z dzieciństwa - działkę, na której latem zawsze było go pod dostatkiem.
I znów mam siedem lat, spiesznie zrywam dojrzały agrest z krzaczków, bo czeka jeszcze tyle innych owoców. Do wielkiej miski zbieram maliny, które potem zmiażdżę widelcem, uznawszy, że malinowa zupa to najlepszy smakołyk.
Pod kloszem hoduję larwy motyli, które karmię koperkiem oraz ślimaki winniczki, które - choć tak powolne - wymykają się w nocy. Z wielkich liści winogron robię gołąbki, myśląc, że to ja jestem prekursorem tego dania.


A dziś odkrywam agrest na nowo, łącząc go z nasionami chia - jednym z superfoods. Z wiórków wyciskam kokosowe mleko, nie szczędzę wanilii i przygotowuję najlepszy deser agrestowy, jaki można sobie wymarzyć.


Pudding chia z agrestem

Składniki:
1/4 szklanki nasion chia
350 ml mleka kokosowego
2 łyżki cukru
1 laska wanilii

300 g agrestu 
kilka łyżek cukru

Do garnka wsypać agrest, dodać cukier (według uznania) i gotować, aż owoce całkowicie się rozgotują.

Laskę wanilii naciąć wzdłuż i wyjąć ziarenka. Do osobnego garnka wlać mleko kokosowe, wsypać nasiona chia, cukier, ziarenka oraz laskę wanilii i zagotować. Gotować około 10 minut. Jeśli pudding będzie za gęsty, można dolać wody.

Gotowy pudding przełożyć do szklanek, na wierzchu ułożyć dżem agrestowy. 

Można podawać zarówno na ciepło, jak i na zimno.

Smacznego!




Wzdycham do wytwornych tart i zapiekanek, vege burgerów i tofucznicy. Obmyślam nowe dania, które nie mogą być za proste, będą mieć milion składników, a na ich przygotowaniu spędzę w kuchni całe popołudnie. 
A potem uświadamiam sobie, że mieszkam z kimś, komu najbardziej smakuje wielka miska spaghetti z klasycznym sosem pomidorowym albo ziemniaki z kapustą.
I przypomina mi to, że mało znaczy czasem tak dużo i że ostrzegali przed tymi motylami, co to wywołują tornada. 


Zatem wszystkie warzywa wkładam po prostu do piekarnika, żadne z nich nie będzie udawać kotleta, surówki ani sosu, wszystkie zachowają swoją formę i doskonale się dzięki temu obronią.


Pieczone warzywa

Składniki:
1 pęczek szparagów
1 mały kalafior
2 marchewki
garść fasolki szparagowej
kilka ziemniaków
1 szklanka ugotowanej ciecierzycy
1 czerwona cebula
3 ząbki czosnku
oliwa
1 łyżka octu balsamicznego
1 łyżka brązowego cukru
1 łyżka soku z cytryny
2 łyżki tahini
2 łyżki sezamu
1 łyżka sosu sojowego
1 łyżeczka mielonej kolendry
1/2 łyżeczki kurkumy
zielona pietruszka
gałązka świeżego rozmarynu

Szparagi
Polać oliwą i posypać drobno posiekanym ząbkiem czosnku.

Kalafior
Podzielić na różyczki, lekko podgotować, wymieszać z oliwą, kolendrą i kurkumą.

Ciecierzyca
Wymieszać z oliwą i ulubionymi przyprawami.

Marchewka z sosem tahini
Obrać, pokroić wzdłuż na ćwiartki. Skropić oliwą.
Tahini wymieszać z kilkoma łyżkami wody, sosem sojowym, sokiem z cytryny i przeciśniętym przez praskę ząbkiem czosnku. Sos odstawić do czasu, aż warzywa się upieką.

Ziemniaki
Dokładnie wyszorować, podgotować ok. 10 minut, wymieszać z oliwą, solą i rozmarynem.

Cebula
Pokroić w piórka. Wymieszać łyżką oliwy, octem balsamicznym i brązowym cukrem.

Wszystkie warzywa przełożyć na wyłożoną papierem do pieczenia blachę. Piec w temperaturze 200 stopni około 20 minut, aż będą miękkie.

W międzyczasie ugotować fasolkę szparagową. Podsmażyć ją z sezamem i zieloną pietruszką.

Upieczone warzywa przełożyć na talerz, dodać przygotowaną wcześniej fasolkę, a marchewkę polać sosem tahini.

Smacznego! 





Szukam miejsc, w których czas potrafi się zatrzymać, gdzie nie trzeba o niczym pamiętać i nie ma dokąd się spieszyć. Gdzie można słuchać ciszy, bo ona przemawia najwyraźniej. Gdzie można trwać w absolutnej zgodzie ze światem, wiedząc, że wszystko jest takie, jak być powinno, a jeśli nagle stanie się inne, to też będzie dobrze.


I już wiem, że właściwie chodzi tylko o to, żeby łapać chwile, odrywać po kawałku, jak watę cukrową z patyka i śmiać się, że lepią się od tego palce, a w ustach robi się przeraźliwie słodko.


I najważniejsze - robić to, co przynosi radość, bez zbędnego racjonalizowania, bez po co i dlaczego. Po prostu. W pełni zrozumiem, jeśli dla kogoś oznacza to tyle, co iść do ogrodu po rabarbar, a potem zacząć zagniatać ciasto.


Kruche ciasto z rabarbarem i kruszonką

Składniki:
na spód
300 g mąki pszennej tortowej
200 g wegańskiej margaryny
100 g cukru pudru
szczypta soli
1/4 szklanki wody

nadzienie
3-4 laski rabarbaru
4 łyżki brązowego cukru
1 płaska łyżeczka cynamonu

kruszonka
100 g mąki pszennej
50 g wegańskiej margaryny
50 g cukru

Przygotować spód. Mąkę przesiać na stolnicę, dodać pokrojoną w kostkę margarynę i posiekać. Dodać przesiany cukier puder, sól i wymieszać. Usypać kopczyk, zrobić w nim dołek i wlać wodę. Szybko zarobić gładkie ciasto, owinąć w folię i schłodzić w lodówce przez pół godziny.

W międzyczasie rabarbar umyć, obrać i pokroić w plasterki o grubości 0,5 cm. Dodać cukier, cynamon i wymieszać.

Ciasto wyjąć z lodówki, rozwałkować i wyłożyć nim formę o wymiarach 20x30 cm. Podpiec około 15 minut w piekarniku nagrzanym do 200 stopni.

Przygotować kruszonkę. Wymieszać mąkę, cukier i pokrojoną drobno margarynę. Całość wyrabiać w palcach, aż powstanie kruszonka.

Na podpieczony spód wyłożyć rabarbar, posypać kruszonką i piec kolejne 20 minut, aż ciasto delikatnie się zrumieni.

Smacznego!






Chcemy w końcu spróbować twojego wege jedzenia! - zgodnie zakrzyknęły pewnego dnia moje koleżanki z pracy, otwierając ze zdumienia oczy, że ze słonecznika można zrobić twarożek, rosół na samych warzywach jest równie dobry i ogólnie, że jeszcze żyję.
W głowie zaczęły kłębić się pomysły na imprezowe menu. Myślałam, jak zachwycić kuchnią wegańską, jak udowodnić, ze tofu nie smakuje jak papier, jak pokazać warzywa w zupełnie nowej odsłonie.
Dziesiątki samosów i sajgonek później, podziwiając największą miskę hummusu, jaką dane mi było widzieć, kładąc pieczarkowy pasztet na świeżo upieczony orkiszowy chleb i wyciągając z piekarnika pachnącą quiche, wiedziałam, że plan się powiódł. I nie myliłam się!

Nie obchodzi mnie, co jedzą inni, nie potrafiłabym narzucać komuś, co powinien jeść, a czego nie. Jednak czuję wielką satysfakcję, mogąc zainteresować swoją kuchnią osoby, które same z siebie raczej podobnych dań by nie spróbowały. 
Chcecie przekonać innych do wege jedzenia? Po prostu gotujcie!


Ta quiche jest ideałem - kruchy, delikatny spód, bogate nadzienie i świetnie doprawione tofu.

Quiche ze szpinakiem, pieczarkami i suszonymi pomidorami

Składniki:
spód
300 g mąki pszennej
200 g wegańskiej margaryny
1/4 szklanki zimnej wody
szczypta soli

nadzienie
300 g świeżego szpinaku
200 g pieczarek
kilka suszonych pomidorów
1 szalotka
1 kostka tofu
kilka łyżek mleka roślinnego
1 łyżeczka oregano
1 łyżeczka czarnej soli
1/2 łyżeczki pieprzu
1/4 łyżeczki kurkumy
1 łyżka płatków drożdżowych (opcjonalnie)
oliwa do smażenia

Mąkę przesiać na stolnicę, dodać sól i pokrojoną w kosteczki margarynę, posiekać. Dodać wodę i szybko zarobić gładkie ciasto (w razie potrzeby dodać więcej wody). Ciasto owinąć folią i schłodzić w lodówce około pół godziny.

W międzyczasie pieczarki umyć i pokroić na plasterki. Wrzucić na suchą patelnię i smażyć, aż puszczą sok, po czym odparują.
Szalotkę drobno posiekać i zeszklić na oliwie. Dodać szpinak i podsmażać, aż zwiędnie. Dodać przygotowane wcześniej pieczarki oraz pokrojone pomidory. Delikatnie doprawić solą i pieprzem.

Tofu zmiksować z mlekiem na gładko. Dodać kurkumę, czarną sól, pieprz, oregano i dobrze wymieszać. Połączyć z warzywami.

Ciasto wyjąć z lodówki, rozwałkować i ułożyć w formie na tartę. Nakłuć widelcem i podpiec około 15 minut w temperaturze 180 stopni. Na podpieczony spód wyłożyć nadzienie i piec jeszcze 20 minut.

Smakuje zarówno na ciepło, jak i na zimno.

Smaczego!