Seitan - z czym to się je. I seitanowe schabowe


Wraz z rosnącą popularnością wege barów i restauracji, lokale te oferują nam coraz to większą różnorodność dań. Wegańskie miejscówki serwują coraz częściej potrawy imitujące dania mięsne. Bez problemu możemy zjeść roślinnego kurczaka, wołowinę, burgera czy kebab. Co więcej, bywa, że podczas konsumpcji zdarza nam się zapytać "czy to aby na pewno nie jest mięso?".
Co za tym wszystkim stoi? Oczywiście seitan.

Można by powiedzieć, że dzisiejszy wpis jest dla ludzi o mocnych nerwach. Najpierw powitało Was zdjęcie schabowych, a teraz będę opowiadać o przyrządzaniu mięsa ;) Co to właściwie jest seitan, czemu zawdzięcza swoją popularność i po co komu sztuczne mięso?
Odpowiedzi znajdziecie w dzisiejszym poście.

Co to jest seitan?
Najprościej rzecz ujmując, seitan to czysty gluten pszenny. Nazywany jest też "chińskim mięsem", ze względu na dużą popularność, którą cieszy się w kuchni chińskiej.

Jak uzyskać seitan?
Metody są dwie. Pierwsza, dla ekscentrycznych testerów wszystkiego, pełnych zapału, z mnóstwem wolnego czasu i druga, dla zapracowanych/leniwców. Metoda pierwsza polega na zarobieniu podobnego do pierogowego ciasta, a następnie płukaniu go w zimnej wodzie, aż do całkowitego pozbycia się z ciasta skrobi. Zaprawieni w boju robią to w 20 minut, początkujący nawet 40-50 minut, a potem jeszcze przez kilka dni znajdują gdzieś (na zlewie, kuchennych meblach albo na sobie) przyschniętą skrobię (wiem, co mówię, wciąż należę do grupy początkujących).
Metoda druga wymaga zakupienia gotowego glutenu pszennego, który po prostu zalewa się wodą, miesza i gotowe. Czas przygotowania - 2 minuty, a efekt ten sam ;)

Jak wygląda seitan?
Kojarzycie takie naturalne greckie gąbki? Mniej więcej właśnie tak wygląda gotowy seitan przed obróbką ;)

Jak smakuje seitan?
Ha - i tu mnie macie! Seitan nie ma smaku. Ale wbrew pozorom to dobra wiadomość, bo możemy nadać mu dowolny smak, dlatego też z łatwością może imitować drób, wołowinę itd.

Czy seitan jest zdrowy?
Jak zapewne się domyślacie, seitan nie ma zbyt wielu wartości odżywczych (choć bogaty jest w białko), nie polecam go więc jako podstawę codziennej diety, raczej jako ciekawostkę.

Czy weganie jedzą seitan, bo tęsknią za mięsem?
Oczywiście, że nie! Ja traktuję seitan jako urozmaicenie, raz na jakiś czas każdy ma ochotę spróbować czegoś nowego. Dla miłośników gotowania seitan niewątpliwie daje duże pole do popisu i zabawy smakami, dlatego też po niego sięgnęłam.

Zobaczmy, jak to wszystko wygląda w praktyce.


Schabowy z seitana

Składniki (na solidnych 6 kotletów):
400 g glutenu pszennego lub 1 kg mąki pszennej
woda

4 liście laurowe
4 ziarenka ziela angielskiego
1 cebula
2 łyżeczki lubczyku

1 łyżeczka czosnku granulowanego
1 łyżeczka słodkiej papryki
1 łyżeczka mielonego kminku
1 łyżeczka majeranku
szczypta chili
sól
pieprz

1/2 szklanki mielonego siemienia lnianego
bułka tarta
olej do smażenia

Seitan z mąki:
Mąkę wsypać do miski, dodać około 500 ml wody i zarobić ciasto. Odstawić na 15 minut, aby ciasto odpoczęło.
Do miski wlać zimną wodę i wyrabiać ciasto. Wodę co chwila wylewać i wlewać nową. Wyrabiać tak długo, aż woda będzie całkiem przejrzysta. Najlepszym sposobem na wyrabianie ciasta jest "tarmoszenie" go w obu dłoniach tak, jakbyśmy robili pranie ręczne. Znacznie przyspiesza to czas wypłukiwania skrobi, choć i tak należy uzbroić się w cierpliwość. I niestety, nie ma tu drogi na skróty, skrobi nie można wypłukać "prawie" albo "trochę", bo całość rozpadnie się podczas gotowania.

Seitan z glutenu:
Do miski wsypać gluten. Dodać czosnek, paprykę, kminek, majeranek, chili, sól i pieprz. Wlać 2,5-3 szklanki wody i szybko wymieszać.

Gotowy seitan pokroić na plastry. Każdy z nich rozwałkować.

W dużym garnku zagotować wodę. Osolić ją, dodać liście laurowe, ziele angielskie, przypaloną nad palnikiem cebulę i lubczyk. Wrzucić kotlety i gotować około 40 minut. (Uwaga: garnek powinien być w miarę możliwości duży i szeroki, ponieważ kotlety bardzo pęcznieją podczas gotowania i wypływają do góry.)

Ugotowane kotlety lekko wystudzić.

Do mielonego siemienia lnianego dodać 1/2 szklanki wody, wymieszać i pozostawić na kilka minut (jeśli robiliśmy seitan z mąki, przez co nie dodawaliśmy do środka przypraw, można je dodać teraz do siemienia). Kotlety dokładnie obtaczać z siemieniu, a następnie w bułce tartej.

Smażyć na rozgrzanym oleju, na złoty kolor.



8 komentarzy :

  1. Ostatnio siostra robiła i mówiła, że dla niej niejadalne, bo tak mięso przypomina. Dla mnie fajna opcja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, ja też za każdym razem czuję się trochę nieswojo, jak mam przed sobą coś tak podobnego do mięsa ;)

      Usuń
  2. Ja lubię gulasz z seitanu, albo coś a'la bitki cielęce (przepraszam za nazewnictwo, od ponad 20 lat nie jem mięsa, ale dawne smaki pozostały w pamięci i tak raz na rok lubię do nich wrócić). Najlepszy kotlet schabowy wychodzi jednak z dużego boczniaka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bitek jeszcze nie próbowałam ;) Mi najbardziej smakuje seitanowa wołowina po azjatycku (też nie mam na to lepszej nazwy ;)) A boczniaki są super :)

      Usuń
    2. seitanina po azjatycku :P

      Usuń
  3. Mam kupny seitan zamrożony, bo po raz pierwszy jadłam go po prostu usmażonego solo, jak tofu i był fuj! Musze wypróbować Twój patent :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam okazję próbować kupny seitan i w ogóle nie przypominał tego domowego, ani strukturą, ani smakiem, więc polecam jednak produkcję własną ;)

      Usuń
  4. Nigdy nie próbowałam seitan. A wygląda super

    OdpowiedzUsuń