Kuchnia angielska nie może poszczycić się wieloma naprawdę dobrymi daniami. Często uznawana jest za zbyt tłustą, trochę nijaką i kojarzona głównie z fish and chips. Choć według mnie można znaleźć w brytyjskich potrawach nieco inspiracji (tak, lubię English breakfast - szczególnie, że na Wyspach dostaniemy je bez problemu w wersji wege; przemawia do mnie także zweganizowana wersja Sunday roast i cottage pie), to mince pies są dla mnie absolutnym numerem jeden.

Mince pie to nic innego jak babeczka wypełniona suszonymi owocami i orzechami z dodatkiem przypraw, skórki cytrynowej oraz brandy - tradycyjnym nadzieniem o jakże niewegańskiej nazwie - mincemeat. Mince pies szczycą się wielowiekową tradycją jako ciastka przygotowywane głównie w okresie świątecznym.

Jeśli gdzieś między sernikiem a makowcem znajdziecie jeszcze chwilę na przygotowanie większej ilości słodkości, to zdecydowanie polecam! :)


Mince pies

Składniki na 12 babeczek:
ciasto
400 g mąki
200 g oleju kokosowego, schłodzonego (nie może być płynny)
20 g cukru pudru
50 ml lodowatej wódki
2 łyżeczki lodowatej wody

nadzienie
1 duże jabłko, obrane i starte
200 g mieszanych bakalii (rodzynek, żurawiny, moreli, śliwek, daktyli)
1 słoik konfitury wiśniowej (z całymi owocami) lub wiśni w alkoholu (ewentualnie wiśni z kompotu)
100 g migdałów lub orzechów laskowych
1 pomarańcza, sok i skórka
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka imbiru
1/4 łyżeczki mielonych goździków
150 g brązowego cukru
50 ml brandy lub rumu (opcjonalnie)

Wszystkie składniki nadzienia, oprócz rumu, wymieszać. Przełożyć do żaroodpornego naczynia, przykryć folią aluminiową i piec w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni przez około 35-40 minut. Całkowicie wystudzić. Połączyć z rumem.

Przygotować ciasto. Mąkę i olej kokosowy połączyć w malakserze za pomocą pulsacyjnych ruchów, dodać cukier i miksować jeszcze chwilę. Kolejno dodać wódkę oraz wodę i ponownie ucierać, aż składniki zaczną się łączyć. Ciasto wyłożyć na stolnicę i szybko wyrobić. Uformować kulę, owinąć ją w folię spożywczą i włożyć na 15 minut do lodówki (nie dłużej, gdyż dzięki olejowi kokosowemu ciasto szybko stwardnieje i bardzo trudno będzie je rozwałkować).

Formę do muffinek nasmarować cienką warstwą oleju kokosowego.

Schłodzone ciasto rozwałkować na grubość 0.5 cm. Wykrawać koła o średnicy mniej więcej 10 cm i każde umieszczać w otworze formy do muffinek tak, by powstał spód oraz boki babeczki. Schłodzić 15 minut w lodówce.

Każdą babeczkę wypełnić po brzegi nadzieniem. Z resztek ciasta wykroić koła o średnicy około 5 cm i wyciąć w nich gwiazdki. Zarówno koła, jak i wycięte gwiazdki ułożyć na wierzchu babeczek.

Piec około 30 minut w 180 stopniach, aż mince pies zaczną się rumienić.

Wystudzić i posypać cukrem pudrem.

Smacznego!





Choć w Święta nikt kalorii nie liczy, zdrowsza wersja rafaello na pewno znajdzie swoich zwolenników. Pomimo tego, że pralinki wykonane są z odżywczych składników, smakują łudząco podobnie do swojego pierwowzoru. Mleko kokosowe nadaje im kremową konsystencję, w środku oczywiście nie mogło zabraknąć migdała, a całość obtoczona jest w wiórkach kokosowych - nigdy nie powiedzielibyście, że te pralinki składają się głównie z kaszy. Będą idealne jako drobny własnoręcznie wykonany upominek, a także na świąteczny stół i w zasadzie na każdą inną okazję.


Jaglane rafaello

Składniki:
1 szklanka suchej kaszy jaglanej
2,5 szklanki płynnego mleka kokosowego 
50 g migdałów zmielonych
100 g wiórków kokosowych + wiórki do obtoczenia
4 łyżki roztopionego oleju kokosowego + do obtoczenia
120 g nierafinowanego cukru trzcinowego (drobnego)
40 sztuk migdałów 

Jeśli używamy migdałów ze skórką, zalać je wrzątkiem i pozostawić do czasu, aż skórka będzie łatwo odchodziła.

W międzyczasie wypłukać dobrze kaszę jaglaną i przelać wrzątkiem, by pozbyć się goryczkowego posmaku.

Kaszę zalać 2 szklankami płynnego mleka kokosowego i gotować około 15 minut, aż całe mleko zostanie wchłonięte. Wtedy dolać jeszcze pół szklanki gorącego mleka z rozpuszczonym cukrem trzcinowym. 

Garnek z kaszą zawinąć w gruby ręcznik lub kocyk i zostawić na około pół godziny. W tym czasie można obrać migdały. 

Następnie do kaszy dodać zmielone migdały, wiórki kokosowe i olej kokosowy. Wszystko dokładnie wymieszać i odstawić, aby masa się wychłodziła. 

Z chłodnej masy formować kulki (około 20-gramowe), wewnątrz każdej umieścić migdał i ułożyć je na płaskim talerzu, tak, aby się nie stykały. 

Talerz wstawić do lodówki, aby kulki nieco stwardniały, po czym obtoczyć każdą w rozpuszczonym oleju kokosowym i w wiórkach kokosowych. 

Gotowe przechowywać w lodówce w zamkniętych pojemnikach i kosztować dopiero na następny dzień.

Smacznego!



"Bánh mì" znaczy po wietnamsku "bagietka". Jest nie tylko najpopularniejszym rodzajem pieczywa w Wietnamie, ale także podstawowym składnikiem pochodzącej z tego kraju kanapki, która obecnie znajduje swoich amatorów na całym świecie.

Zerknijmy więc do wnętrza bánh mì, by zrozumieć, skąd jej popularność. Tradycyjna kanapka zawiera jeden bądź więcej gatunek mięsa, a w wersji wegetariańskiej może być to tofu lub seitan. Do tego marynowane warzywa, głównie marchewka i japońska rzepa oraz dodatki - plasterki ogórka, liście kolendry, ser, sos sojowy, majonez lub sos chili. Nie są to wyszukane składniki, ale są idealnie dobrane - sycąca białkowa baza, świeże warzywa, nieco ostrości, sporo umami, trochę tłuszczu - różne smaki i tekstury sprawiają, że kanapka bánh mì po prostu ma w sobie to coś. :)

Zdecydowałam, że bazą mojej kanapki będą boczniaki, które zamarynowane w sosie sojowym i wędzonej papryce, a następnie usmażone, smakują po prostu nieziemsko. Do tego chrupiące, lekko kwaskowate dzięki octowi warzywa, sporo świeżego ogórka, sojowy majonez i gotowe - kanapka idealna odnaleziona. :)


Kanapki bánh mì z boczniakami i marynowanymi warzywami

Składniki:
250 g boczniaków
2 ząbki czosnku
2 łyżeczki wędzonej papryki
1 łyżka syropu z agawy 
2 łyżki sosu sojowego
olej do smażenia

1/2 ogórka
1 nieduża marchewka
1/4 białej rzodkwi 
kilka plasterków ostrej papryczki (opcjonalnie)
1/2 szklanki octu z białego wina
szczypta soli

2 podłużne bułki
2 łyżki majonezu roślinnego

Ogórka, marchew i rzodkiew pokroić w podłużne, cienkie paski i przełożyć do miseczki. Dodać sól oraz tyle octu, by przykrył całkowicie warzywa. Wymieszać i odstawić do lodówki na minimum godzinę.

Boczniaki oczyścić i pokroić na mniejsze kawałki (ale nie za małe). W niewielkim naczyniu wymieszać przeciśnięty przez praskę czosnek, wędzoną paprykę, syrop z agawy i sos sojowy. Dodać do boczniaków, dokładnie połączyć z marynatą i odstawić na 20 minut.

Na patelni rozgrzać olej. Smażyć boczniaki, często mieszając, aż będą rumiane.

Bułki rozkroić wzdłuż i posmarować wewnątrz majonezem. Do środka włożyć plasterki ogórka, następnie boczniaki (dużo) i marynowane warzywa.

Smacznego!



Co tu dużo mówić - zupa krem z dyni to jesienny klasyk. Może występować sama lub z połączeniu z innymi warzywami, może być lekko słodkawa, z dodatkiem masła orzechowego, mleka kokosowego czy wanilii, ale świetnie smakuje także w wersji orientalnej, z dużą ilością kolendry i imbiru.

Jakkolwiek przyprawiona, dynia smakuje mi najbardziej w wersji pieczonej, dlatego przygotowanie każdego dania z dyni zaczynam od upieczenia jej. Ma to także wymiar praktyczny, bo zamiast walczyć z obieraniem i krojeniem twardego warzywa, łatwiej po prostu je zmiękczyć w wysokiej temperaturze.

Tym razem zdecydowałam się na dodatek mleka kokosowego oraz orientalnych przypraw. Całość dopełniają moje ulubione chrupki z ciecierzycy. Jeśli jeszcze nie próbowaliście takiej wersji zupy dyniowej, szczerze polecam.


Zupa krem z pieczonej dyni

Składniki:
1 niewielka dynia
1 cebula
2-centymetrowy kawałek imbiru
1/2 puszki mleka kokosowego
750 ml wywaru warzywnego lub wody
1 łyżeczka cynamonu
1/2 łyżeczki kuminu
1/2 łyżeczki mielonej kolendry
1/2 łyżeczki mielonego kminku
1/4 łyżeczki kurkumy
szczypta chili
sól
pieprz
oliwa

Dynię przekroić na ćwiartki, usunąć środek z pestkami. Każdą część nasmarować oliwą, posypać solą i pieprzem, ułożyć na blasze i piec do miękkości (około 40 minut) w piekarniku nagrzanym do 200 stopni.

Upieczoną dynię lekko przestudzić, obrać i pokroić na mniejsze kawałki.

Cebulę pokroić w kostkę, imbir obrać i zetrzeć na tarce.

W garnku rozgrzać 2 łyżki oliwy, dodać cebulę i imbir i krótko podsmażyć, mieszając. Dodać dynię, wlać wywar warzywny lub wodę oraz mleko kokosowe i zagotować.

Zdjąć garnek z palnika i zmiksować zupę na gładko. Dodać przyprawy, wymieszać i zagotować ponownie.

Najlepiej podawać z chrupkami z ciecierzycy i chipsami z listków szałwii.

Smacznego!





Ciężkie, zbite i wilgotne jak brownie, bardzo czekoladowe, z kawałkami orzechów i pysznymi figami - te babeczki są moim zdecydowanym faworytem tej jesieni.

Są proste w przygotowaniu jak każde muffiny - wystarczy zmieszać ze sobą suche składniki, następnie mokre, a potem dodać te mokre do tych suchych. I choć klasyczne muffiny najczęściej się udają, to muffiny brownie udają się jeszcze częściej, jako że powinny być zakalcowate. Jeśli więc jesteście mistrzami zakalca, to cudownie! Jeśli lepiej od zagniatania i wyrabiania ciasta wychodzi Wam mieszanie łyżką, to już w ogóle idealnie. Cokolwiek poszło dotąd nie tak, wciąż jest nadzieja.

W sezonie bardzo polecam wykorzystać świeże figi, bo nadają babeczkom charakteru. Jeśli nie macie do nich dostępu, można użyć innych owoców albo w ogóle je pominąć i na przykład dodać więcej ulubionych bakalii do ciasta. Zamiast formy do muffin można także użyć niewielkiej kwadratowej formy i upiec klasyczne brownie.


Babeczki brownie z figami

Składniki (na 8 babeczek):
1 szklanka mąki
1/3 szklanka kakao
1/2 szklanki oleju kokosowego
3/4 szklanki brązowego cukru
2 łyżki mielonego siemienia lnianego
6 łyżek wody
100 g gorzkiej czekolady
1/2 szklanki orzechów nerkowca
4 figi

Mielone siemię lniane wymieszać z wodą i odstawić na 10 minut, aby zgęstniało.

Mąkę przesiać do miski wraz z kakao.

Olej kokosowy przełożyć do garnka i lekko podgrzać, aby się rozpuścił. Dodać 50 g czekolady i wymieszać, aż również stanie się płynna. Na koniec dodać cukier i ponownie wymieszać (cukier nie musi się rozpuścić).

Olej, czekoladę i cukier dodać do mąki, wraz z przygotowanym wcześniej siemieniem lnianym i dobrze wymieszać.

Orzechy nerkowca i pozostałe 50 g czekolady drobno posiekać, dodać do ciasta i ponownie je wymieszać.

Formę do muffinek nasmarować tłuszczem lub wyłożyć papilotkami. W każdym otworze umieścić po kilka łyżek ciasta (można wypełnić formę aż do brzegów, ciasto nie urośnie).

Figi przekroić na połówki. W każdą babeczkę wetknąć połówkę owocu.

Piec 30 minut w temperaturze 180 stopni.

Smacznego!



Wołowina po burgundzku to znana na całym świecie klasyka kuchni francuskiej. Danie na wskroś mięsne, aczkolwiek z pewnością łatwiejsze do zweganizowania niż ślimaki czy oeufs en meurette (choć nie zapominajmy o złotej zasadzie wegańskich kucharzy - wszystko można zweganizować!).

Moje bourguignon jest bardzo grzybowe, ale ze swoim pierwowzorem łączy go wiele, a przede wszystkim sposób przygotowania oraz aromat czerwonego wina. Cała potrawa zainspirowana zaś była upominkiem od firmy Be Vege, która wprowadziła niedawno na rynek serię wegańskich produktów. Cieszę się ogromnie, że w końcu pojawiła się ciekawa alternatywa dla wyrobów sojowych. Spośród wszystkich produktów, szczególnie przypadły mi do gustu kiełbaski grzybowe i to właśnie nimi postanowiłam wzbogacić grzyby po burgundzku. 

Przyznam szczerze - jem to danie już trzeci dzień i wciąż mi się nie nudzi. To chyba najlepsza rekomendacja.


Grzybowe bourguignon

Składniki:
300 g pieczarek
300 g prawdziwków
2 marchewki
1 cebula
1 opakowanie Grzybowe Vege
1 szklanka czerwonego wina
2 szklanki wywaru warzywnego
2 łyżki mąki
2 łyżki koncentratu pomidorowego
3 łyżki sosu sojowego
3 łyżki oleju
kilka gałązek świeżego tymianku
sól 
pieprz

Cebulę pokroić w drobną kostkę, marchewkę w plasterki, a grzyby w plasterki lub ćwiartki, zależnie od ich wielkości.

Na patelni rozgrzać olej. Dodać cebulę i lekko zeszklić. Dorzucić marchewkę oraz grzyby i szybko podsmażyć na dużym ogniu. Dodać gałązki tymianku i pogotować jeszcze chwilę, aż grzyby nieco odparują.

Wlać wino i gotować kolejne kilka minut, aż się zredukuje.

Dodać wywar, mąkę, koncentrat pomidorowy i sos sojowy. Gotować około 15-20 minut. Na koniec dodać pokrojone na plasterki Grzybowe Vege. Doprawić do smaku solą i pieprzem.

Danie idealnie pasuje do ziemniaków, choć ja podałam je z puree kalafiorowym.

Smacznego!





Macie tofu? Macie nerkowce? Macie danie! :)

To jedno z prostszych dań z tofu, jednak jego smak może Was zaskoczyć, szczególnie jeśli dotąd wykorzystywaliście orzechy nerkowca raczej do deserów, niż do dań obiadowych. Podsmażane nerkowce szybko miękną i nabierają ciekawego smaku, zaś dodatek sosu sojowego, soku z limonki i sezamu nadaje potrawie charakteru. Piętnaście minut i pyszne danie gotowe :).


Tofu z nerkowcami

Składniki:
1 kostka tofu naturalnego 
1 szklanka orzechów nerkowca
3 łyżki oleju do smażenia
3 łyżki sosu sojowego
1 łyżka octu ryżowego
1 łyżka soku z limonki
1 łyżka sezamu
szczypiorek

do podania - ryż lub makaron (u mnie soba)

Tofu pokroić w kostkę. Na patelni rozgrzać olej, dodać tofu i smażyć, aż się zrumieni, często mieszając, aby nie przywarło. Dodać sos sojowy, ocet ryżowy, sok z limonki, a następnie nerkowce i sezam. Smażyć jeszcze kilka minut, aż orzechy lekko zmiękną.

Podawać posypane szczypiorkiem, najlepiej z ryżem lub makaronem.

Smacznego!




Żartobliwie można by rzec, że to tarta dla tych, którzy nie posiadają formy do tarty - coś jak pizza z patelni dla tych, którzy nie mają piekarnika. Ale nic z tych rzeczy, moi drodzy - ta tarta, zwana także galette, to zupełnie nowe doznanie.

Oczywiście, galette ma wielu zwolenników wśród osób ceniących prostotę. Rustykalny charakter tarty pozwala na uformowanie jej w dowolny sposób, bez dbałości o równe brzegi czy dekoracje. Co więcej, galette nie wymaga kremów czy musów, wystarczy cienka warstwa owoców (lub innych dodatków w przypadku wytrawnych tart). Jednak to nie wszystko - mniej składników to przeważnie mniej wilgoci, która wsiąknie w ciasto, dzięki czemu galette są cudownie chrupkie, szczególnie dzięki szerokiej zakładce z ciasta na wierzchu.

I najważniejsze - panuje tu całkowita dowolność, jeśli chodzi o nadzienie, kształt czy sposób zwinięcia brzegów, więc cokolwiek wymyślicie - na pewno wyjdzie dobrze!



Rustykalna tarta z jabłkiem i aronią

Składniki:
1 szklanka mąki pszennej
1/2 szklanka mąki orkiszowej razowej
4 łyżki brązowego cukru
szczypta soli
100 g wegańskiej margaryny
30 ml lodowatej wody
2 łyżeczki octu jabłkowego

2 jabłka
1 szklanka aronii

cukier puder do posypania

Mąkę pszenną i orkiszową przesiać na stolnicę. Margarynę pokroić na małe kawałki i posiekać z mąką. Dodać sól i cukier. Uformować kopczyk, zrobić w nim dołek, wlać do niego ocet i wodę. Szybko zarobić ciasto. Jeśli jest zbyt suche i trudno się zlepia, dodać odrobinę wody.

Ciasto owinąć folią spożywczą i włożyć do lodówki na pół godziny.

W międzyczasie obrać jabłka, pokroić na ćwiartki, wydrążyć gniazda nasienne, z następnie każdą ćwiartkę pokroić na plasterki.

Stolnicę oprószyć mąką, schłodzone ciasto rozwałkować na grubość około pół centymetra. Na środku ułożyć jabłka, w odległości około 5 cm od brzegów. Boki ciasta zagiąć do środka, nadając tarcie okrągły kształt. Na wierzchu ułożyć aronię.

Piec 40-50 minut w temperaturze 200 stopni. Wystudzić. Przed podaniem posypać cukrem pudrem.

Smacznego!





Spaghetti z sosem pomidorowym to klasyk, który przygotowuję, gdy trzeba na szybko coś ugotować lub gdy lodówka świeci pustkami. Czasem dodaję do sosu czerwoną soczewicę, marchewkę, oliwki i kapary, a gdy mam więcej czasu, robię pulpeciki.

Najlepszym "materiałem" na wegańskie pulpeciki są zielona soczewica bądź ciecierzyca, które zapewniają zwartą teksturę i czynią danie treściwym. Reszta zależy już tylko od naszej wyobraźni. Tym razem zdecydowałam się połączyć soczewicę z cukinią, którą w sezonie warto dodawać do wszystkiego. Do tego trochę przypraw i gotowe. A gdy podacie pulpeciki z makaronem, na pewno nikt nie odejdzie od stołu głodny. :)


Pulpeciki cukiniowo-soczewicowe

Składniki:
1 szklanka zielonej soczewicy
1 nieduża cukinia
1/2 szklanki płatków owsianych
1 łyżeczka oregano
1 łyżeczka bazylii
1 łyżeczka tymianku
1 łyżka płatków drożdżowych
sól
pieprz
bułka tarta lub mąka (opcjonalnie)
olej do smażenia

Cukinię zetrzeć na tarce, na grubych oczkach, przełożyć na sito, posypać solą i pozostawić, aby puściła sok.

Soczewicę ugotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Połączyć z płatkami owsianymi, płatkami drożdżowymi, przyprawami i zmiksować. Cukinię odcisnąć i dodać do zmiksowanej masy. Wymieszać. Jeśli masa jest zbyt rzadka, można dodać bułkę tartą (ewentualnie mąkę).

Formować pulpeciki, obtaczać w bułce tartej lub mące i smażyć ze wszystkich stron, aż się zrumienią.

Podawać z sosem pomidorowym. Bardzo dobrze smakują z makaronem, posypane płatkami drożdżowymi i świeżą bazylią.

Smacznego!



Sezon na cukinię w pełni. Stawiamy na stole garnki z parującym leczo, faszerujemy cukinie i zapiekamy, robimy z niej spaghetti i smażymy placki - bo jeśli, nie teraz to kiedy?

To właśnie plony cukinii w przydomowym ogrodzie są co roku nadzwyczaj imponujące. Od dziecka uwielbiam panierowane i smażone plasterki cukinii, nie gardzę także plackami. Co ja mówię - placki są najlepsze! Kiedy nie mam pomysłu na obiad, trę szybko cukinię, dorzucam trochę przypraw, mąki i smażę.

Dzisiaj postanowiłam wzbogacić ulubiony przepis o kukurydzę i mąkę z ciecierzycy. Póki trwa także sezon na kukurydzę, warto sięgnąć po kolby i obrane z nich ziarna dodawać do dań, na warzywa w puszkach przyjdzie czas zimą :). Mąkę z ciecierzycy polecam dodać nie tylko dlatego, by placki były bezglutenowe, ale także dlatego, że mąka ta świetnie je spoi, dzięki czemu łatwiej będzie uformować większe i wyższe placuszki, które nie będą rozpadać się podczas smażenia.

Gotowi? No to cukinie w dłoń i do dzieła :).


Placki cukiniowe z kukurydzą

Składniki:
500 g startej cukinii
1 kolba kukurydzy 
pęczek szczypiorku, posiekanego
1 i 1/4 szklanki mąki z ciecierzycy
1 łyżeczka oregano
1 łyżeczka tymianku
sól
pieprz
olej do smażenia

Kukurydzę ugotować, lekko przestudzić i odkroić ziarna.

W misce wymieszać cukinię, kukurydzę, szczypiorek, mąkę z ciecierzycy oraz przyprawy. Odstawić na kilka minut.

Na patelni rozgrzać olej. Wykładać porcje ciasta, formować placki i smażyć z obu stron na rumiano.

Podawać z sosem czosnkowym, keczupem lub majonezem.

Smacznego!



Nie znam osoby, która nie lubiłaby pierogów. Przepadam za ruskimi i soczewicowymi, ale odkąd po raz pierwszy spróbowałam chińskich wontonów w bulionie z pak choy i kolendrą, nie mogłam przestać myśleć o orientalnych pierogach, wyobrażając sobie, z czym smakowałyby mi najbardziej. W końcu zdecydowałam się na ukłon w stronę kuchni polskiej, która kapustą stoi, a w sezonie stoi niewątpliwie również młodą kapustą, najczęściej duszoną lub zasmażaną. A skoro zimą jemy kapustę z grochem, to latem idealnie powinna sprawdzić się młoda kapusta ze świeżym zielonym groszkiem.

Kapustę przygotowałam jednak na sposób azjatycki, z dużą ilością imbiru i sosu sojowego i efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Właściwie to mogłam poprzestać na tym etapie, bo kapusta nie potrzebowała już żadnych dodatków. I nie chodzi tylko o to, że z sosem sojowym wszystko jest lepsze, a raczej o to, że jeśli cały czas przygotowuje się dane warzywo na jeden sposób, to nie ma się pojęcia, co jeszcze można z niego wydobyć. I ten przepis niewątpliwie jest na to dowodem.

Pierożki również są bardzo efektowne, ciasto łatwo się zarabia i dobrze się z nim pracuje. Uzupełnione przez - moim zdaniem - najlepszy sos we Wszechświecie, są prawdziwą gratką dla miłośników orientalnych smaków.


Pierożki gyoza z młodą kapustą i zielonym groszkiem

Składniki:
ciasto
1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki wrzącej wody
szczypta soli

farsz
1 nieduża główka młodej kapusty
200 g zielonego groszku (świeżego lub mrożonego, nie z puszki)
1 cebula
2-cm kawałek imbiru
2 ząbki czosnku
pęczek szczypiorku
kilka łyżek sosu sojowego
1 łyżka czarnego sezamu
sól
pieprz
olej do smażenia

sos
1/4 szklanki sosu sojowego
1/2 limonki, wyciśniętej
1 łyżka brązowego cukru
1 łyżka octu ryżowego
1 łyżka oleju sezamowego

Przygotować farsz. Cebulę pokroić w drobną kostkę, czosnek posiekać, imbir zetrzeć za tarce o drobnych oczkach. W dużym garnku rozgrzać olej, wrzucić cebulę, czosnek, imbir i podsmażyć, uważając, by się nie przypaliły.

Kapustę poszatkować, umieścić w garnku, wymieszać i dusić. W międzyczasie w osobnym garnku ugotować groszek. Kiedy kapusta całkowicie zmięknie, dodać sos sojowy, posiekany szczypiorek, groszek, sezam, sól i pieprz i dusić jeszcze kilka minut. Wystudzić.

Przygotować ciasto. Do miski wsypać mąkę, dodać sól, wlać wodę i wymieszać. Zarobić gładkie ciasto. Stolnicę wysypać mąką, odrywać po kawałku ciasta i cienko rozwałkować, a następnie podzielić na kwadraty o boku około 6 cm. Na środek każdego z kwadratów nałożyć łyżkę farszu, zebrać brzegi ciasta u góry i zlepiać (polecam zobaczyć tutaj (klik), jak to zrobić).

Na patelni rozgrzać olej, mniej więcej tyle, by pokrył całą powierzchnię. Pierożki smażyć z każdej strony, aż będą rumiane.

Składniki sosu wymieszać. Gotowe pierożki serwować z sosem.

Smacznego!






Zacznijmy od tego, że mąka gryczana jest fantastyczna. Nie tylko w prosty sposób pozwala zamienić niezdrowe dania na zdrowe, ale też bywa wybawieniem dla bezglutenowców i osób dbających o sylwetkę. Zamieszczony przeze mnie jakiś czas temu przepis na gryczaną pizzę niezmiennie jest jednym z najpopularniejszych na blogu, więc mam nadzieję, że ten na gryczane gofry również przypadnie Wam do gustu.

Na co dzień nie ciągnie mnie do słodkiego, nie lubię naleśników z dżemem i pierogów z owocami. Gofry najchętniej jem z rzodkiewką i majonezem. Naprawdę. Jednak kiedy zobaczyłam na blogu Oh, Ladycakes ten przepis (klik), wiedziałam, że muszę spróbować. Być może dlatego, że na tym blogu wszystko wygląda tak, że nawet, jak się czegoś nie lubi, to i tak chce się tego spróbować. Co więcej, nawet jak nie czyta się wielu blogów, to ten chce się czytać, bo obok pięknych zdjęć, serwuje on sporą dawkę tekstów - o podróżach, o jedzeniu oraz o codziennym życiu.

A gofry są proste do zrobienia i pyszne. I wcale nie smakują gryką, jeśli się tego obawiacie. A jeśli nie macie gofrownicy, to z przygotowanego według poniższego przepisu ciasta usmażcie placuszki.


Gofry gryczane z jagodami

Składniki:
ciasto
2 szklanki mąki gryczanej
2 łyżki skrobi ziemniaczanej
6 łyżek cukru trzcinowego
2 szklanki mleka roślinnego
1 łyżeczka sody
szczypta cynamonu
2 łyżki rozpuszczonego oleju kokosowego
1/2 szklanki jagód

dodatkowo
1/2 szklanki jagód
1 łyżka cukru

Mąkę wraz ze skrobią, sodą i cynamonem przesiać do miski, dodać cukier, mleko, olej kokosowy i całość dokładnie wymieszać. Dodać 1/2 szklanki jagód i zamieszać ponownie.

Rozgrzać gofrownicę, natłuścić i nakładać po kilka łyżek ciasta i smażyć gofry.

W międzyczasie jagody z cukrem wrzucić do garnka i gotować na małym ogniu, aż owoce puszczą sok, ale nie rozpadną się całkowicie.

Gotowe gofry podawać z sosem jagodowym i, opcjonalnie, z kokosową bitą śmietaną.

Smacznego!



a



Jeśli macie za sobą kilka nieudanych wrapowych prób - nie przejmujcie się - ja też! Korzystałam już z różnych przepisów, brałam na warsztat mąkę pszenną i kukurydzianą, ale efekt zawsze daleki był od oczekiwań - ciasto się kleiło, ciężko wałkowało, a nawet jeśli dobrze się z nim pracowało, to gotowe wrapy łamały się podczas zwijania (mam wrażenie, że cały ten akapit brzmi jak wstęp do jakieś reklamy - opowiedziałam Wam, jak bardzo sobie dotąd nie radziłam, a teraz przestawię genialne rozwiązanie wszystkich moich problemów. No nic, skoro tak już zaczęłam, to kontynuujmy).

Na szczęście liczne próby zostały w końcu wynagrodzone i znalazłam przepis na idealne wrapy, w dodatku bardzo proste w przygotowaniu. Ważne, aby pamiętać, żeby jeszcze ciepłe placki zrolować i zawinąć w folię spożywczą - dzięki temu będą elastyczne i nie będą się łamać.

Zajrzyjmy zatem do ich wnętrza. To nie są wrapy ze zwyczajnym bakłażanem. To wrapy z bakłażanem a la gyros! Choć ze swoim mięsnym odpowiednikiem łączy go tylko dobór przypraw, to sprawiają one, że warzywo nabiera zupełnie innego smaku i myślę, że może przypaść do gustu nawet osobom, które nie są miłośnikami bakłażanów. Dodatkowo, świetnie współgra z hummusem, domowymi wrapami, świeżymi warzywami i wegańskim majonezem, tworząc idealnie letnie, piknikowo-imprezowe danie. Sprawdźcie sami :).




Wrapy z bakłażanem i hummusem

Składniki:

wrapy (4 sztuki)
220 g mąki pszennej
30 ml oliwy
100 ml ciepłej wody
1 łyżeczka soli

nadzienie
4 łyżki hummusu (najlepiej domowego, np. z tego przepisu - link)

1 bakłażan
1 łyżeczka słodkiej papryki
szczypta chili
1/2 łyżeczki mielonej kolendry
1/2 łyżeczki czosnku granulowanego
1/2 łyżeczki tymianku
1/2 łyżeczki oregano
1/4 łyżeczki cynamonu
szczypta mielonej gałki muszkatołowej
2 łyżki sezamu
sól, pieprz
3 łyżki oleju

wybrane warzywa, np. pomidor, czerwona cebula, rzodkiewka, ogórek, sałata
majonez wegański (np. z tego przepisu - link)

Mąkę przesiać do miski, wymieszać z solą, dodać oliwę, wodę i zarobić gładkie ciasto. Podzielić je na 4 części, każdą z nich rozwałkować na grubość około 5mm. Piec na rozgrzanej patelni, bez dodatku tłuszczu, po około minutę z każdej strony.
Gotowe wrapy ułożyć jeden na drugim, zrolować i zawinąć w folię spożywczą. Dzięki temu nie stwardnieją i nie będą się łamały podczas zwijania.

Przygotować nadzienie. Bakłażana pokroić w kostkę, wymieszać z przyprawami, sezamem i 1 łyżką oleju. 2 łyżki oleju rozgrzać na patelni i smażyć bakłażana, aż całkiem zmięknie.

Wrapy smarować hummusem, ułożyć bakłażana oraz pozostałe warzywa. Polać majonezem i zwinąć, zakładając uprzednio dolny brzeg, aby nadzienie nie wypadało (tak jak w krokietach).

Smakują zarówno na ciepło, jak i na zimno.

Smacznego!




Moi drodzy, czy zdążyliście już odkryć fantastyczne właściwości czarnego bzu? Wszędzie go pełno i przepięknie kwitnie. Nasza spiżarnia zdążyła się już wypełnić butelkami z syropem z kwiatów bzu, mamy zasuszone kwiaty na herbatę, zachwycamy się bzową lemoniadą i czekamy, aż powstanie z niej szampan. Kiedy zapasy na zimę są zrobione, można trochę poeksperymentować.

Kwiaty dzikiego bzu świetnie nadają się do smażenia. Aby było zdrowiej, ciasto powstało z mąki ciecierzycowej, ale pszenna też się tu sprawdzi. Przepis jest banalnie prosty, a przygotowanie zajmuje dosłownie chwilę.

Jeśli tylko macie w swojej okolicy krzewy czarnego bzu, warto pozbierać kwiaty i coś z nich przygotować. I najważniejsze - nie zbierajcie wszystkich, przecież czekamy też na owoce :).


Kwiaty czarnego bzu w cieście z mąki ciecierzycowej

Składniki:
300 g mąki z ciecierzycy
2 duże banany
300 ml mleka roślinnego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
15-20 baldachów kwiatów czarnego bzu
olej do smażenia

Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia i solą. Dodać banany, mleko i zmiksować. Odstawić na 15 minut. Jeśli ciasto będzie zbyt gęste, dolać mleka lub wody.

Na patelni rozgrzać olej. Kwiaty zanurzać w cieście i smażyć z obu stron na złoto.

Smakują zarówno na ciepło, jak i na zimno.

Smacznego!